— Nie bój się panno Hortensyo, zostało mi jeszcze pięćdziesiąt rubli a potem więcej się znajdzie.
— Ja tam bogatych lizać nie chcę, kiedy sama mogę być bogatą. Gdzie mam mieszkać? W ruderze, w której nawet stołka niema?
— Kupi się i stołek.
— Mebli trzeba, mebli, rozumiesz pan?
— To będą i meble.
Skąd jednak, Capenko dobrze nie wiedział. Do małżeństwa zabierał się trochę po żołniersku, lekceważąc konieczne warunki materyalne. To tylko było niezawodnem, że pracować i wywalczyć sobie byt pragnął, oraz że dąsy panny Hortensyi ze złudzeń go odzierały.
— Matka nie przyjeżdża — rzekł smutnie — myślałem, że trochę grosza wcześnie mi przywiezie.
— Ślicznie dostałam kawony!
— Cóż ja winien? — tłómaczył się Capenko. — Więc jakże panno Hortensyo?
— Naprzód pan dom urządź, niech będą kwiaty, firanki, lustro.