To rzekłszy strącił mu czapkę i podeptał.

— Co mial ja zrobić? — rzekł na pół z płaczem Krug, zwracając się do trzech rozweselonych mularzy i otrzepując czapkę. My nie wiedzieli, że w tej piwiarnia czapka zdjąć trzeba. My siedli przy stół i jemu kelner kapelusz zrzucił. Co mial ja powiedzieć? Ach, Hergott, Hergott!

— U nas każdy dom to kościół — odrzekł Czapla — głowy nakrywać nie wolno.

— Nu czy ja wiedzial! Hergott.

Drapiąc się w głowę, odszedł strapiony do swych ziomków, którzy rozmawiali żywo w gromadce. Zwolna jednak ogień ich gniewu przygasł, czasem tylko, niby niedotlona iskra, wybiegała z szemrzących ust pretensya do Kruga, że się nie spytał miejscowych mularzy o tanie piwo. Sprawa ze zrzuconym kapeluszem nie była wcale wznawiana. I nic dziwnego. Obrażonym synom Germanii nieraz już zrzucano w kraju kapelusze, ale nie podnoszono ceny piwa.

Po chwili wszyscy zajęli się robotą. Tylko Czapla ciągle szeptał coś wesołego sąsiadom swoim.

Gdy o 12 dano znak obiadu, niemcy zgromadzili się w kupkę i po długiej naradzie, w której jeden dawał widocznie jakieś objaśnienia, czy przestrogi Krugowi, wysłali go do polaków.

— Gdzie jest dostać tani obiad?

— Tu — rzekł Czapla, wskazując na okazałą restauracyę.

Niemcy udali się, ale wkrótce wyszli, bo prawdopodobnie nauczony Krug spytał się naprzód o cenę.