— Dziedzic, to po dziedzicku. Dziś się upijemy Szymonie, ale bawarskiem.

— To pewnie! Wyszczułby mnie jutro za dziesiąty kopiec.

— Nie bójcie się, mam łeb twardy.

— Masz go dla siebie, a wreszcie ja tylko trzmielówkę... Bawarskie w głowie zawraca.

— E, to odwróci. Przyjdźcie dziś do szynku.

— Nie mogę, ja tylko moją...

— Spróbujcie innej. Pójdę do stryja, a wieczorem potańcujemy.

Przebieraj Marychna

Żebym ja ci...

— No, do wieczora, Szymonie — rzekł, podawszy rękę owczarzowi i wesoło odszedł.