Błędne jest mniemanie o niedawnym pochodzeniu teorii socjalistycznych; socjaliści istnieją jednocześnie z pierwszymi ekonomistami, a gdy ekonomiści posługują się silnym rządem, stworzonym przez ich fantazję, dla zmiany form społecznych, socjaliści chcą przy pomocy tejże władzy zburzyć podstawy społeczeństwa.
Przeczytajcie Le code de la nature156 Morelly’ego157, a znajdziecie w nim, obok myśli o bezgranicznej władzy państwa, wspólność majątku, prawo do pracy, bezwzględną równość, jednostajność i regularność w postępowaniu jednostek, tyranię reglamentacji i zupełne pochłonięcie jednostki przez ogół.
„Nic nie będzie należało do kogokolwiek bądź prywatnie”, powiada pierwszy artykuł tego kodeksu. „Własność jest nienawistna, a kto zechce ją przywrócić, podlega dożywotniemu więzieniu jako niebezpieczny obłąkaniec i wróg ludzkości. Środki do życia, rozrywki i praca dostarczane będą każdemu z obywateli kosztem ogółu”, czytamy w artykule drugim. „Wszystkie produkty gromadzone będą w składach publicznych, aby rozdzielić je między wszystkich obywateli w miarę ich potrzeb”.
„Miasta będą budowane według jednego planu; wszystkie domy prywatne będą do siebie podobne. Po osiągnięciu pięciu lat, wszystkie dzieci będą odbierane rodzicom i oddane na wychowanie publiczne i jednakowe”. Książka ta powstała w r. 1775, w tym samym czasie, kiedy Quesnay zakładał swoją szkołę; centralizacja i socjalizm są owocami jednej gleby.
Około r. 1750 cały naród nie stawiał większych wymagań w zakresie politycznym nad te, które poznaliśmy u ekonomistów. Żądał on reform bardziej niż praw i gdyby na tronie francuskim znalazł się monarcha światły i postępowy, mógłby wykonać wiele z reform politycznych i społecznych, dokonanych przez rewolucję, nie tylko nie tracąc korony, lecz przeciwnie, potęgując swoją władzę. Opowiadają, że jeden z ministrów Ludwika XV, Machault158, miał ten pomysł i zakomunikował go królowi; lecz takie przedsięwzięcie może wykonać tylko ten, kto sam je obmyślił.
W 20 lat później stosunki się zmieniły: przed umysłami Francuzów stanął obraz wolności, wabiąc je ku sobie. Objawia się to w wielu zakresach. W prowincjach znowu chcą rządzić się samodzielnie; szerzy się myśl, że naród jako całość ma prawo brać udział w rządzie; ożywia się wspomnienie dawnych Stanów Generalnych. Naród, który znienawidził był własną historię, z przyjemnością wspomina ten jeden jej rozdział. Nowy prąd porywa ekonomistów i każe im wciągnąć do systematu swego niektóre z instytucji wolnościowych.
Gdy w r. 1771 zniesione zostały parlamenty, ogół, który tyle cierpiał od ich przesądów, został wzburzony ich upadkiem. Zdawało się, że znikła ostatnia zapora samowładzy królewskiej.
Opozycja ta dziwiła i oburzała Voltaire’a. Sądził on, że edykt, znoszący parlamenty, zawierał wiele użytecznych innowacji. Nie będąc przez dłuższy czas w Paryżu, sądził on, że usposobienie ogółu zostało takie, jak było. Lecz Francuzi nie zadowalali się już życzeniem, aby sprawy ich prowadzono lepiej: zaczynali pragnąć zająć się nimi sami. Stawało się jasne, że wielki przewrót, przygotowany przez bieg wypadków, dokonany zostanie nie tylko za zgodą ludu, lecz i przez sam lud.
Lud, tak źle przygotowany do działalności samodzielnej, skoro tylko postanowił wszystko przekształcić, powinien był wszystko zburzyć. Rewolucja, znosząc tyle instytucji, pojęć i nawyknień, wrogich dla wolności, zburzyła i takie, bez których wolność, zdaje się, nie może istnieć. Gdy Francuzi uczuli zamiłowanie do wolności politycznej, przywłaszczyli sobie szereg pojęć politycznych, nieprzyjaznych dla instytucji wolnościowych lub niezgodnych z nimi. Uznali oni za ideał taki ustrój, w którym nie ma innej arystokracji prócz urzędników, w którym zjednoczona i wszechpotężna administracja rządzi i opiekuje się wszystkimi. Chcąc zostać wolnymi, nie myśleli wyrzec się tego punktu wyjścia, starali się tylko pogodzić go z ideą wolności.
Stosownie do tego chcieli połączyć bezgraniczną centralizację administracyjną z przewagą zgromadzenia prawodawczego. Naród, jako całość, otrzymywał najwyższe władztwo, lecz każdy obywatel poddany zostawał uciążliwej zależności; od pierwszego żądano doświadczenia i cnót narodu wolnego, od drugiego zalet dobrego sługi.