W połowie XVIII stulecia ukazuje się szereg pisarzy, traktujących specjalnie o zagadnieniach państwowych. Podobieństwo zasad stało się przyczyną wspólnej nazwy fizjokratów150, czyli ekonomistów. Wystąpili oni na widownię dziejową z mniejszą świetnością niż filozofowie, lecz wywarli nie mniejszy wpływ na rewolucję; sądzę nawet, że z ich dzieł można lepiej poznać jej właściwy charakter. Filozofowie nie wykraczali poza bardzo szerokie koło idei ogólnych w zakresie polityki; ekonomiści zaś, nie opuszczając dziedziny teorii, zbliżali się więcej do faktów. Pierwsi mówili o tym, co mogło być przedmiotem marzenia, drudzy wskazywali niekiedy, co można było uczynić. Wszystko, co miało upaść wskutek rewolucji, zostało przez nich potępione, a z tego, co miało powstać, prawie wszystko znajduje się w jej dziełach, chociaż w zawiązku.

Nie dość na tym, w ich książkach ujawnia się znany nam duch rewolucyjny i demokratyczny. Potępiają oni nie tylko przywileje, lecz wszelką nierówność. Co przeszkadza ich planom, powinno być zniesione i prawo prywatne podporządkowane korzyści ogółu.

Przeszłość zasługuje w oczach ekonomistów na bezgraniczną pogardę. Nie było instytucji tak trwałej i tak dawnej, której nie zawahaliby się znieść, jeśli stała na przeszkodzie symetrii ich planów. Jeden z nich proponował znieść wszystkie podziały terytorialne i zmienić nazwy prowincji na 40 lat przed tym, niż Konstytuanta urzeczywistniła ten plan.

Ekonomiści układali plany wszystkich reform społecznych i administracyjnych, kiedy jeszcze myśl o instytucjach wolnościowych nie powstała w ich umyśle.

Wprawdzie zasada laisser faire151 i laisser passer152 znajdowała powszechne uznanie w zakresie handlu i przemysłu, lecz większość ekonomistów nieprzyjazna jest zgromadzeniom miejscowym i idei równowagi władzy. „Systemat przeciwwagi w rządzie”, powiada Quesnay153, „jest myślą fatalną”. Za jedyny środek przeciw nadużyciu władzy uważa się oświatę. „Despotyzm niemożliwy, jeśli naród jest oświecony”, powiada Quesnay. Nawet dla Turgota, tak wyróżniającego się wśród masy ekonomistów, główną rękojmią polityczną jest wychowanie ludu w pewnym duchu, według pewnych zasad. Żądanie wolności politycznej przychodzi u niego później.

Wolność polityczna należała wówczas we Francji do przeszłości; ułamki jej, pozostałe gdzieniegdzie, szkodziły raczej postępowi, niż mu sprzyjały. Ekonomistom wydawało się niepodobieństwem zużytkować je dla wykonania zamierzonego przez nich przewrotu. Administracja królewska, zdawało się, mogła wykonać to łatwiej i pewniej. Ta nowa forma władzy nie pochodziła z instytucji średniowiecznych, a na równi z nimi nienawidziła wszystkie dawne władze, pochodzące z feudalizmu. Istnienie takiego rządu we Francji uważano za okoliczność niezwykle szczęśliwą. „Francja”, powiada Letronne, „znajduje się w nierównie lepszym położeniu niż Anglia; można tu bowiem w jednej chwili urzeczywistnić reformy, kiedy w Anglii mogą im zawsze przeszkodzić stronnictwa”. Nie należało więc znosić władzy absolutnej, lecz zwrócić ją na właściwą drogę. „Konieczne jest, aby władza państwowa rządziła zgodnie z prawami przyrodzonymi”, pisze Lemercier de la Rivière154, „a skoro się tak dzieje, powinna być wszechmocna”. Ekonomiści nie tylko liczą na administrację królewską dla urzeczywistnienia swoich planów, lecz zapożyczają od niej ideę rządu, który chcą stworzyć.

Według ich poglądu państwo nie tylko jest powołane, by rządzić narodem, lecz i kształtować go; powinno ono formować umysły obywateli według pewnego planu, udzielać im pewnych myśli i uczuć; nie tylko ma ono poddawać ludzi pewnym instytucjom, lecz może zupełnie je przerabiać. „Państwo może uczynić z ludzi, co zechce”, powiada Bodeau155.

Ogromna władza społeczna, którą kreśli ich wyobraźnia, nie tylko większa jest od wszystkich, jakie znali, lecz różni się od nich pochodzeniem i charakterem. Nie pochodzi ona od Boga, nie wiąże się z tradycją, jest bezosobowa; imię jej nie król, lecz państwo. Pochodzi ona od ogółu, reprezentuje interesy wszystkich i powinna podporządkowywać prawa jednostek woli ogółu.

Myśl ich oswoiła się z tą formą tyranii demokratycznej, nieznanej wiekom średnim. Lud, złożony z równych jednostek, uznany jest za jedynego władcę prawnego, a jednak pozbawiony wszelkich środków, przy których pomocy mógłby kierować rządem swym lub go kontrolować. Nad tą masą wznosi się jeden jej reprezentant i pełnomocnik, działający w jej imieniu, prawnie jej agent, faktycznie jej pan.

Nie widząc dokoła nic, co by odpowiadało temu ideałowi, szukają wzorów w Azji. Sądzę, że nie przesadzę, twierdząc, że nie ma ekonomisty, który by w dziełach swoich nie zachwycał się Chinami. Były one dla nich tym, czym później była Anglia, a w końcu Ameryka dla wszystkich Francuzów. Wzrusza ich widok kraju, którego monarcha obdarzony władzą bezwzględną, a jednak wolny od przesądów, raz na rok własnoręcznie orze, aby uczcić rzemiosło kraju, gdzie wszystkie urzędy zdobywa się drogą uczonych konkursów, gdzie filozofia zastępuje religię, a uczeni arystokrację.