Żaden Amerykanin nie wątpi, że religia sprzyja trwałości praw i porządku społecznego. Nie ma jednak kraju na świecie, w którym najśmielsze nauki polityczne filozofii XVIII w. były zastosowane tak szeroko jak w Ameryce. Tylko doktryny przeciwne religii nie znajdują tam powodzenia, wbrew bezgranicznej wolności prasy. Toż samo w Anglii. Nauki przeciwne religii rozwijały się tam wcześniej niż we Francji, a Bolingbroke148 był nauczycielem Voltaire’a. Lecz nigdy duch antyreligijny nie znalazł tam powszechnego uznania. Wielkie partie polityczne, jak to zwykle bywa u ludów wolnych, uznały za korzystne dla siebie połączyć sprawę swoją ze sprawą kościoła, a sam Bolingbroke stał się sprzymierzeńcem biskupów.

A i w samej Francji szlachta, która była najbardziej niewierzącą klasą przed rokiem 1789, stała się najbardziej pobożną po r. 1793, pierwsza poniosła klęskę i pierwsza się nawróciła; burżuazja, skoro uczuła się zachwiana w swym tryumfie, wróciła również do wierzeń religijnych. Stopniowo niewiara zaczęła się taić, w miarę tego jak ujawniała się obawa rewolucji.

Inaczej było przed rewolucją: wyższe klasy Francji tak odzwyczaiły się od spraw państwowych i tak mało rozumiały rolę religii w rzeczach rządowych, że zamiast zwalczać niewiarę, szerzyły ją na klasy niższe. Zrobiły z tego rodzaj rozrywki w swym próżniaczym życiu. Kościół francuski, posiadający dotąd znakomitych mówców, uczuł się odosobniony. Pogodził się ze stratą wierzeń, byle zachować bogactwo i stanowisko.

Ponieważ przeciwnicy chrześcijaństwa podnosili głos, a wierzący milczeli, stało się to, co się nieraz dzieje w innych sferach: ci, którzy zachowali wiarę, bali się podać głos, aby nie okazać się samotnymi. Tak więc to, co było opinią części narodu, uchodziło za przekonanie wszystkich.

Fakt, że wszystkie religie zostały zdyskredytowane ku końcowi XVIII w., okazał największy wpływ na rewolucję i nadał jej charakter; nic nie przyczyniło się w tej mierze do nadania jej owej straszliwej postaci, w której ukazała się światu.

Serca, opróżniane przez religię, napełniły się uczuciami i ideami, które ją zastąpiły. Ludzie ówcześni wierzyli w siebie. Nie wątpili o zdolności do bezgranicznego doskonalenia się, wierzyli w potęgę człowieka; wierzyli w jego cnotę. Uczucia te i namiętności stały się ich nową religią, odrywającą ich od egoizmu, popychającą do bohaterstwa i poświęcenia siebie samego.

Długo studiowałem dzieje i mogę twierdzić, że nie znam innej rewolucji, w której od samego początku ujawniłoby się tyle szczerego patriotyzmu, tyle bezinteresowności, tyle prawdziwej wielkości.

Rozdział III. Francuzi dążyli do reform wprzód niż do swobód

Godne jest uwagi, że ze wszystkich idei i uczuć, które przygotowały rewolucję, zamiłowanie do wolności politycznej ujawniło się ostatnie i pierwsze znikło.

Przestarzały gmach rządowy zaczął chwiać się od dawna, lecz o wolności jeszcze nie myślano. Voltaire zaledwie o niej myśli: w Listach o Anglii149 najmniej mówi o parlamencie. Najbardziej zazdrości Anglikom ich wolności literackiej, o politytycznej zaś nie myśli, jak gdyby pierwsza mogła istnieć bez drugiej.