Wychodzą.
SCENA CZWARTA
W zamku.
Wchodzą mistrz Blazjusz i baron.
BLAZJUSZ
Panie baronie, mam panu powiedzieć coś osobliwego. Przed chwilą byłem przypadkiem w kredensie, to jest, chciałem powiedzieć, w sieni: cóż bym ja robił w kredensie? byłem tedy w sieni. Znalazłem przypadkiem butelkę, chcę powiedzieć karafkę z wodą; jakim cudem znalazłbym butelkę w sieni? Pociągnąłem tedy łyczek wina, chcę powiedzieć szklankę wody, ot, dla zabicia czasu, i wyglądałem oknem, między dwoma wazonami, które mi się wydają mocno nowożytnego smaku, mimo że są skopiowane z etruskich.
BARON
Co ty masz za nieznośny sposób mówienia, Blazjuszu! niepodobna się dogadać z tobą.
BLAZJUSZ
Słuchaj mnie, panie, użycz mi przez chwilę uwagi. Wyglądałem tedy oknem. Niech pan nie traci cierpliwości, na imię nieba, tu idzie o honor rodziny.