Obrócił się zdziwiony.

— Mieszkasz — rzekłem — tutaj od wielu lat; musisz ją znać lepiej ode mnie. Co mówią o niej? co o niej myślą we wsi? jakie życie wiodła zanim ją poznałem? z kim żyła bliżej?

— Mój Boże, proszę pana, zawsze robiła to co i teraz; robiła wycieczki w okolicę, grywała w pikietę z ciotką i troszczyła się o ubogich. Wieśniacy kochają ją; nigdy nie słyszałem o niej złego słowa z niczyich ust, chyba to że ugania po wsiach sama jedna, nie dbając, czy jest noc czy dzień; ale czyni to w tak chwalebnym celu! Toć ona jest Opatrznością okolicy. Z ludzi widuje jedynie proboszcza, no i pana de Dalens podczas wakacji.

— Cóż to za pan de Dalens?

— Właściciel zamku tam za górą; przyjeżdża tu tylko dla polowania.

— Młody?

— Tak, proszę pana.

— Czy to krewny pani Pierson?

— Nie; był przyjacielem jej męża.

— Dawno mąż umarł?