— Będzie pięć lat na Wszystkich Świętych; zacności był człowiek.

— A ten pan de Dalens, czy mówią, że zalecał się do niej?

— Niby, myśli pan, do wdowy? Ba, prawdę rzekłszy... — urwał z zakłopotaną miną.

— Będziesz gadał?

— Mówiono i nie mówiono... Ja tam nie wiem, nic nie widziałem.

— Wszak rzekłeś przed chwilą, że nic nie gadają o niej w okolicy?

— Nie mówiono zresztą nigdy nic, a myślałem, że pan to wie.

— Ostatecznie mówią o tym, czy nie mówią?

— Tak, proszę pana; zdaje mi się przynajmniej.

Wstałem od stołu i wyszedłem w aleję; spotkałem Merkansona. Sądziłem, iż będzie mnie unikał; ale przeciwnie, sam podszedł.