Ale narzeczony się uparł:
— Jeśli ma być Genendl, to niech jej ojciec dołoży do tych dwóch setek jeszcze sto pięćdziesiąt...
Jednym słowem, całe małżeństwo wisi teraz na włosku.
Rachela poczuła się wynagrodzona za swoje krzywdy. I serce jej wypełniło się współczuciem dla biednej Genendl, nad którą jacyś gruboskórni ludzie tak okrutnie się znęcają. I jednocześnie ogarnęła ją gwałtowna nienawiść do tego narzeczonego. Gotowa byłaby swoimi delikatnymi rączkami wydrapać mu oczy.
— Taki koniuch! Taki handlarz jarmarczny! Ją, Rachelkę, chciał sobie wyswatać! Niesłychane! Ale źle trafił. Nie ten adres.
Zaszyła się w kącie izby i cały wieczór przesiedziała cichutko jak mysz pod miotłą. I chociaż serce miała wypełnione uczuciem litości, triumfu i gniewu na rodziców i powinowatych pana młodego, nie pisnęła ani słowem. Po hawdale27 wznowiono hałaśliwą rozmowę między obiema stronami. Wuj Berl lepił kuleczki z chleba i niczym zapędzony do kąta pies, patrzył tępym wzrokiem na mechutanów. A jego uparty kark zdawał się wyraźnie mówić:
— Nie mam więcej pieniędzy, katorżnicy! Skąd mam je wziąć? Z palca wyssać?
Tymczasem zapadła noc i w gwarnym pokoju jadalnym zrobiło się jakoś ciszej. Targi o wysokość posagu utkwiły w martwym punkcie. Mechutanowie jednak mieli pozostać do poniedziałkowego jarmarku. A nuż uda się coś zarobić i odbić sobie koszta podróży? Przyjechali aż spod Łomży. Zresztą sam wuj Berl namówił ich do pozostania. Zrobił to z wielką ochotą. W ciągu tych kilku dni wszystko przecież może się obrócić ku dobremu.
Rodzina wuja oddała im swoje łóżka. Ustawiono je w dwóch pokojach. Genendl ustąpiła łóżko kandydatowi do jej ręki, a sama poszła spać do Rachelki, która miłosiernie przygarnęła poniżoną narzeczoną.
Natychmiast ułożyła się twarzą do ściany mimo odczuwanej dla Genendl litości. Nie mogła znieść jej nieustającego szlochania i drżenia chudych, kościstych ramion. Z przygotowanych zawczasu słów pociechy dla kuzynki nic nie pozostało. Rachelka nie miała jej nic do powiedzenia. Żywiła dla niej litość i zarazem wstręt. Wreszcie zapadła w sen pełen majaczeń i obudziła się cała w dreszczach. Zdawało się jej, że jest przykuta do ciasnej rozżarzonej trumny. Leży z szeroko otwartymi oczami i nie ma odwagi się ruszyć. Czeka, aż sen całkiem z niej wyparuje. Jest jej ciasno, bo Genendl w ciągu tej nocy jakby się rozrosła i przycisnęła ją do ściany. Z ciała Genendl bije żar.