Hans uśmiechnął się z przymusem: po pierwsze, mały wsiok nie okazał bynajmniej wdzięczności, zaś po drugie pochwała nauczyciela byłaby cenniejsza od aprobaty siostry.
Nauczyciel nie okazał jednak chęci do rozmowy. Przyśpieszonym krokiem parł do przodu.
*
Po obiedzie dzieci weszły do pokoju nauczyciela. Pan Madeburger siedział właśnie w fotelu przy kominku. Kościste ciało wyglądało jak zanurzone we wnętrzu szarego chałatu6. Na głowie czapeczka, na nogach domowe pantofle. Na końcu nosa okrągłe okulary, świecące odbitym światłem z płonącego ognia. Cały pokój, z wyjątkiem mrocznego kąta z boku kominka, skąpany był w soczystym pomarańczowym świetle. Dzień miał się już ku zachodowi. Przez szerokie weneckie okno zaglądała do wnętrza duża, świecąca płachta nieba wysadzana żółtomiedzianymi, wystygłymi drobinami ognia.
Przyniesiony przez Hansa balonik puszczony wolno, poszybował ku oknu i utkwił gdzieś w kącie. Przez szybę patrzył na świat błyszczącym oczkiem. Był teraz prawie czarny, jakby wypełniony czereśniowym sokiem.
— Panie Madeburger! Proszę opowiedzieć nam bajkę.
— Dobrze, przecież obiecałem. Siadajcie.
Dzieci rozsiadły się na długiej, niskiej ławce stojącej naprzeciw fotela. Nauczyciel przystąpił od razu do opowieści:
— A więc słuchajcie, drogie dzieci. Kiedyś dawno, dawno temu pewien król postanowił wydać ucztę z okazji urodzin córki. Tego właśnie dnia, królewna osiągnęła dziewiętnasty rok życia. Była jego jedynym dzieckiem. Na ucztę zjechali goście zaproszeni z różnych krajów, wśród nich znakomici rycerze. Zamek króla stał na górze. Ze wszystkich okien i otworów okalającego muru zwisały flagi, a na każdej wyhaftowany herb kraju: złoty lew. Także miasto leżące u stóp zamku udekorowano odświętnie. Na dachach wszystkich domów powiewały flagi z królewskim herbem. Na każdym placu grały orkiestry. Przy wjeździe do miasta zbudowana została brama z kwiatów, a drogę do rynku usłano na całej jej długości kwiatami wszystkich barw. Szlachetni goście, jak przystało na możnych tego świata, wjeżdżali w bramę z lekkim opóźnieniem. Imponująco wyglądały dosiadane przez nich konie. Były urodziwe i gibkie. Ich szyje i kolana wydawały się z gumy. Tanecznymi krokami posuwały się do przodu. Znakomitych gości witała w bramie orkiestra grająca wesołą melodię tak głośną, że dźwięki trąbek zdawały się rozdzierać niebo. Przed samą zaś bramą, szlachetnych gości witały odświętnie ubrane, piękne dziewczęta. Ustawione w równe rzędy, z kwiecistymi wiankami na głowach, budziły zachwyt przybyłych. Same zaś z podziwem patrzyły na młodych rycerzy, którzy w hełmach z pióropuszami, w aksamitnych strojach pod złotymi pancerzami prezentowali się niezwykle pięknie. Toteż nic dziwnego, że dziewczęta zaczęły szeptem dzielić się wrażeniami na temat wspaniałych gości.
Na górze, na wewnętrznym dziedzińcu zamku wszystko już było przygotowane do uczty. Ustawione w rzędy długie stoły wydawały się uginać pod ciężarem złotych, srebrnych i kryształowych naczyń. Pod otwartym niebem, złoto, srebro i kryształy wyglądały jak rozsypany hojną ręką skarb. Na stołach czerwieniły się i złociły całe piramidy wyszukanych owoców. Błoga, smakowita woń unosiła się z jeleniego mięsiwa ułożonego na miedzianych tacach w przybraniu zielonych warzyw. Upieczone jelenie, którym zostawiono rogi, wyglądały jak żywe. Zza ogromnych, wysokich tortów na stole wyłoniły się nagle karzełki i zaczęły się uganiać wśród rozstawionych pucharów. Wesołymi, dowcipnymi powiedzonkami zabawiały też gości, którzy zajęli miejsca przy stole. I pełno tam było dzbanów wina i miodu. Dzbany z cienkimi szyjkami i krótkimi uchami pokrywała szlachetna patyna, świadcząca o długim przebywaniu w piwnicach zamkowych. Były także flasze gliniane, pełne ognia piekielnego i rajskiej radości. Wszystkie te dzbany i butle rozstawiono na stole jak szeregi wojska przed bitwą. Goście podkręcali wąsy i zakładali się między sobą, który z nich więcej tego wina wypije. Siedzieli ramię przy ramieniu. Aksamitny rękaw przy aksamitnym rękawie. Białe kryzy, białe mankiety i białe kołnierzyki. Na palcach pierścienie ze szlachetnymi kamieniami wprost legendarnej wielkości, które świeciły niezwykłym blaskiem.