— Wielka szkoda, że ciebie nie było. Powstrzymałbyś mnie przed popełnieniem wielkiego głupstwa.
Pytającym wzrokiem popatrzył minister na króla. Monarcha nie był jednak w stanie od razu przejść do sedna sprawy. Po dłuższej chwili milczenia zauważył:
— Biednie mieszkasz, mój ministrze.
I rzeczywiście, bieda wyzierała ze wszystkich kątów pokoju. Od dawna nie był sprzątany, toteż pełno w nim było kurzu. Odziedziczone po ojcu, kowalu, meble były starymi gratami. W kilku miejscach na ścianach wisiały obrazy, a na jedynym ściennym kilimie szabla. Tylko to świadczyło, że mieszka tu wysokiej rangi urzędnik państwowy.
— Mnie niczego lepszego nie trzeba. Jestem samotnym człowiekiem.
Król uderzył ręką w otomanę. Podniósł się gęsty obłok kurzu.
— Widzisz? — zawołał. — Mógłbyś polecić służącemu, żeby odkurzył przynajmniej otomanę.
Minister dobrodusznie się uśmiechnął i rzekł:
— Królu, nie niszcz moich mebli, bo będziesz musiał mi kupić nowe.
Król odwrócił się od otomany i skierował wzrok na stół. Zapytał ministra: