— Co to za monety liczyłeś?
— Przeliczałem moje dochody z pensji ministra.
— Zbierasz je?
— Tak. Dużo się już nazbierało.
— Zaniesiesz je do państwowego skarbca?
— O nie, wasza królewska mość! Gdybym całe zebrane przeze mnie złoto zaniósł do państwowego skarbca, ludzie powiedzieliby, że cię okradłem. Ludzie jak to ludzie, mają języki...
— A kto korzysta z twego bogactwa?
— Nikt!
— Skąpiec z ciebie. Mało to biedaków jest na świecie?
Na te słowa króla, minister ostro zareagował: — Biedakom pieniądze się nie należą. Oni bowiem nie trudzą pracą swoich rąk. Kalecy zaś nie zasługują na to, żeby żyć na tym świecie.