— Obiecujesz mi w tym pomóc?
— Ile siły mi pozwolą.
Król poklepał go po ramieniu i rzekł:
— Ach, gdybym miał dziesięciu takich jak ty ministrów!
Żegnając się z królem, dostojnik jeszcze raz wyprostował się i zajrzawszy głęboko w jego oczy oświadczył:
— Jako minister sprawiedliwości ośmielam się zapytać cię, królu, w jakiej mierze można polegać na twoim słowie?
— Moje słowo jest święte! Absolutnie święte!
I uśmiechając się szeroko od ucha do ucha, dodał:
— No, widzę, że zaczynasz mnie przesłuchiwać.
Poczęstował ministra szczyptą tytoniu z brylantowej tabakierki i już uspokojony wyszedł z pokoju.