— Zbyt długo trzeba by było czekać.

Awner również oddał się rozmyślaniu. W namiocie powiało zapachem wina, dobywającym się z jego ust. Mamka podeszła do miednicy, wzięła dzbanek, umyła ręce i nogi starca. Zapach wina przemieszał się z delikatnym aromatem szlachetnych olejków.

Do obowiązków mamki należało odprawianie modłów za królową. Odchyliła więc zasłonę namiotu i zaczęła bić pokłony przed zachodzącym słońcem. Z obozu królowej dochodziły odgłosy dziwacznego parskania wielbłądów. Awner poruszył się:

— Czy moja łaskawa pani zechce mnie wysłuchać?

— Mów!

— A nie pogniewa się?

— Jeśli nie zasłużysz.

— A co określa miarę moich zasług?

— Rozum twojej władczyni.

— Jej mądrość jest moim oparciem.