— Należy je położyć na ciepłym sercu.

Perły wyśliznęły się z rąk królowej. Cicho szeleszcząc spadły na czarny dywan. Leżały jak martwe. Królowa pogrążyła się w posępnej zadumie. Wreszcie zdecydowanym głosem zawyrokowała:

— Niechaj będzie, jako rzeczesz! — i powiedziawszy to rozpłakała się jak dziecko.

Awner otarł łzę z oka. Mamka pośpiesznie zapuściła zasłonę. W namiocie zapanowała nieprzenikniona ciemność.

Kiedy Jerozolima spowita w czerwono-niebieski welon jutrzenki spała jeszcze snem błogosławionym i tylko wierzchołki dalekich gór śpiewały swój hymn, Awner minął strażników drzemiących u bram miasta i wyruszył konno w drogę. Lśniący, kary koń szedł stępa. W siodle, oparta plecami o siedzącego za nią Awnera, kołysała się, niczym dziecko, królowa. Ufnie przytuliła głowę do jego srebrnej brody. Ukołysana jazdą zapadła w stan ni to snu, ni to jawy. Na twarzy błąkał się uśmiech. Uśmiech zmęczonego szczęścia. A koń wspinał się coraz wyżej i wyżej po górskiej ścieżce. A Jerozolima coraz niżej rozpościerała się szeroko pod swoim mglistym welonem. I kiedy królowa przebudziła się, w jej migdałowych, szeroko otwartych oczach pojawiły się strach i zdziwienie. Podziw i lęk przed tym wielkim miastem. Z twarzy zniknął uśmiech. Z ust wyrwały się słowa:

— Jerozolimo! Zaczarowane miasto! Ty śpisz, a żądza płynie w twoich żyłach. Przelewa się niczym wino ze skórzanego bukłaka. Wino, które upaja i upija każdego, kto go tylko zakosztuje.

Nagle chwyciła Awnera za rękę. Oderwała głowę od jego miękkiej brody i wskazując palcem spytała:

— Popatrz, starcze, co to jest?

Na górze, w samym środku rozległego miasta, wznosił się, niczym senny obłok, ogromny pałac. Jego złoty dach od strony wschodniej błyskał ogniem. Wydawało się, że stoi w płomieniach. A góra, na której stał, owiana była mgłą, co sprawiało wrażenie, że pałac wisi w powietrzu. I nie zdążywszy ochłonąć ze zdumienia, królowa dostrzegła po stronie południowej następną górę. I na tej również wznosił się pałac. Ten wyglądał, jakby wynurzał się właśnie z morza mgły. I on od strony wschodniej zdawał się płonąć. Z miejsca, gdzie stała królowa wydawało się, że całe to spowite welonem miasto klęczy w jakiejś bolesnej ekstazie przed oboma pałacami.

Mimo iż słońce nie wzeszło jeszcze na dobre, stary Awner przesłonił oczy ręką i wpatrzył się wnikliwie w okazałe gmachy.