— Nie, królu! Nie wyjawię ci jego imienia.
Powiedziała to z dumą. Promienny, niczym słońce, uśmiech okraszał jej twarz. Król zaś miał zachmurzone oblicze, jakby cały zanurzony był w gniewie.
I nagle głośno się roześmiał. Ale jego śmiech był gniewny. I wszystkie królewskie pałace zadrżały od tego śmiechu.
Dreszcz przeszedł po ciele dziewczyny. Pod jego wpływem osłabła jej hardość. Z twarzy zniknął promienny uśmiech. Mocno przywarła do ściany. Wyglądała na istotę, z której uchodziło życie.
Król klasnął w dłonie i natychmiast przez wszystkie drzwi weszli giermkowie. Każdy przez inne. Następnie król po raz drugi klasnął w dłonie i przez inne drzwi weszło po dwóch giermków. Zatrzymali się na progu, czekając na rozkaz króla. Wkrótce też padł z wysokości tronu. Spokojny, bez cienia gniewu:
— Weźcie ją! Weźcie tę niewiastę z domu Lewiego. Ona naruszyła wolę króla. Zaprowadźcie ją do domu niewolników. Od dzisiaj zaliczona została w poczet niewolnic. Nie wolno jej śpiewać na cześć Boga. Nie wolno jej otwierać ust przeciwko królowi.
Dziewczyna odstąpiła od ściany i poszła za giermkami. Znowu podniosła głowę wysoko. Wyglądała, jakby niosła na ramionach śmierć. Przechodząc obok króla skłoniła się z godnością:
— Dziękuję ci, łaskawy panie, że uszanowałeś moją biedę.
*
Idą na wyścigi, biją w bębny, walą w talerze, chcąc zagłuszyć harfę i flet.