Wyciągnął palec z pierścieniem w kierunku świecącego drogimi kamieniami sufitu i rzekł:

— Przysięgam na ten oto pierścień, że złamię twój opór, krnąbrna niewiasto. Złamię go tak, jak kapłan łamie drzazgi na podpałkę przed składaniem ofiary na ołtarzu. Ku twemu wstydowi moi giermkowie zaciągną cię siłą do mego pachnącego łoża.

Dziewczyna z domu Lewiego zaniosła się płaczem. Z jej piersi wyrwał się bolesny krzyk, który rozniósł się szeroko po wszystkich królewskich pałacach. Jakby ktoś zadął w srebrny róg, a jego dźwięk odbił się echem w całym lesie. Lewitka przygryzła palce i wyzywającym spojrzeniem zmierzyła rozgniewanego króla. Pochyliła się do przodu jak zwierzę szykujące się do skoku i zawołała:

— Nie waż się tego czynić, królu! Posiadam moc przeklinania. Moc odziedziczoną po pramatce Ewie. Jedno słowo i ciało moje zbrzydnie. Stanie się wstrętne, trędowate. Jeśli mnie dotkniesz, zarazisz się i nie będzie dla ciebie ratunku.

Twarz króla spoważniała i bladość pokryła ją znowu.

— Niewiasto — zawołał głosem, w którym było więcej zdziwienia niż gniewu — skąd u ciebie tyle pewności i tyle mocy, żeby mi się przeciwstawiać? Chyba tylko stąd, że masz już wybrańca swego serca. Powiedz więc, kto jest tym szczęśliwcem?

Dziewczyna jeszcze mocniej przywarła do ściany i po raz pierwszy opuściła głowę. Milczała.

Król odczekał chwilę, po czym przemówił. I znowu w jego głosie było więcej ciekawości niż gniewu:

— Niewiasto, wymień imię twego wybrańca! Przysięgam na mój pierścień, że włos mu z głowy nie spadnie.

Dziewczyna podniosła głowę i na jej twarzy pojawił się łagodny, macierzyński uśmiech. I ważąc słowa oświadczyła: