— Dlaczego niechętnie i bez należytego zainteresowania reagują na gorący zew nagich tancerek?
Muzykantom opadają ręce z harf. Tancerki przestają tańczyć. Opanowały ich bezsilność i bezradność.
Z wysokości tronów potoczył się w dół smutny pomruk:
— Kto mnie wyciągnie z ciemnego dołu? Kto mi zwróci utraconą radość?
Strach padł na starszyznę dworu. Stali w szeregu przy ścianie. Pochylili głowy, obnażając karki przed jasnym słońcem. I przerażenie ogarnęło eunuchów13 haremu. Ustawili się na różowych, marmurowych stopniach schodów i lnianymi ręcznikami ocierali pot ze swoich rumianych, gładkich twarzy.
W samym środku dziedzińca pałacowego stał mężczyzna odziany w koźlą skórę, z dzbanem przywiązanym do pasa. Nie ukrywał swojej radości, gdy pod jego sękatym kijem naga niewolnica zginała biały kark. Poganiał ją ku ogrodowej bramie, gdzie na tronach siedzieli dwaj królowie w blasku swoich złotych koron i purpurowych szat.
To on ją wyszukał wśród niewolnic. Wyszukał tę, która była śpiewaczką. Zdarł z niej suknię i nagą z kameą14 tylko na piersi, doprowadził przed oblicze królów. A owa kamea była znakiem jej przynależności do plemienia Lewitów.
I stanąwszy przed obliczem królów, skłoniła się nisko i zgrubiałymi rękami starała się zasłonić swoją nagość.
Naganiacz w koźlej skórze zatrzymał się także przed siedzącymi na tronach królami. Z jego oczu biło zadowolenie, choć zmieszane z zakłopotaniem. Patrzył to na jednego, to na drugiego króla. Nie wiedział, który z nich jest Salomonem. Czekał na jakiś znak. Obaj królowie jednocześnie unieśli ręce z diamentami.
Człowiek w koźlej skórze podniósł kij, rozwarł wargi, zgrzytnął zębami i warknął na niewolnicę: