— Śpiewaj!

Ale kobieta nie usłuchała jego rozkazu. Wtedy machnął kijem nad jej głową i gniewnie, głośno zawołał:

— Śpiewaj! Król żąda, żebyś śpiewała!

Niewolnica powoli wyprostowała się, uniosła głowę, na której wichrzyły się od dłuższego czasu nie czesane włosy, pokryte pyłem z żaren. Powoli obróciła głowę w kierunku królów. Oczy spuchnięte od łez i mącznego pyłu raziły czerwienią. I czaiło się w nich tępe spojrzenie. Tępe, jak u zmęczonej krowy. I zapomniawszy o swojej nagości, wyciągnęła ręce do przodu. Były spalone od słońca i pokryte ranami od obracania koła ręcznego młynka. Szybko jednak spostrzegła, że odsłoniła swą nagość. Opuściła głowę na piersi i rękami starała się znowu zasłonić. Wciąż jednak milczała.

Wtedy poganiacz w koźlej skórze zacisnął wargi i mrugnął do siłaczy z Medii, którzy rzędem stali przy klatkach z lwami. Ich namaszczone torsy świeciły w słońcu. Brody były uplecione w warkocze. Stali z założonymi rękami w oczekiwaniu na rozkaz.

Dwaj z nich wystąpili z szeregu i ciężkimi, odmierzanymi krokami zbliżali się do niewolnicy.

Z plecionymi batami w rękach stanęli z obu jej stron. Padł rozkaz:

— Śpiewaj!

Świsnął bat i niczym czarny wąż oplótł się wokół ciała niewolnicy. Zawyła z bólu jak zranione zwierzę. A kiedy czarny wąż odwinął się z jej ciała, pręga pozostawiona przezeń miała kształt czerwonego węża.

Po trzecim uderzeniu bata bolesny krzyk niewolnicy rozpłynął się w powietrzu jak gołąb, który trzepocząc skrzydłami roztapia się wysoko pod błękitem nieba.