Estera przyjmuje jego słowa z bladym, bolesnym uśmiechem na twarzy.
— Wszyscy wyjeżdżają... wszyscy się rozjeżdżają...
Błysk pociechy rozświetla mu oczy. Zabłąkany promień słońca, które zaszło.
„Może Estera pojedzie razem z nim?”.
Ale Szmul dostrzega blady bezsilny uśmiech na jej twarzy i wydaje mu się, że omija jego wzrok — myślami jest teraz daleko. Zadaje sobie w duchu pytanie:
— Jak to jest? Czy człowiek może wstydzić się swego nieszczęścia?
I jakby sam był szczęśliwy, przestaje zajmować się własnym nieszczęsnym „ja”. Nagle nabrał odwagi na widok wstydliwości Estery.
— Słyszysz, Estero? Wyjeżdżam. Może byś także wyjechała?
Estera patrzy na niego wnikliwie. Nagle odwaga Szmula zaczyna topnieć jak śnieg dookoła. I przed jego oczami staje własne nieszczęście.
— Jak możesz coś podobnego mówić? Chcesz, żebym ja także wyjechała? Chcesz, żebym zostawiła go samego? — ręką wskazała na czerwony nagrobek. — Myślisz, że umarły nie może być samotny?