Naiwnością jest, Rożenku, mój chłopcze, zadawać sobie pytanie, zali jakaś ustawa jest sprawiedliwa czy nie, a tak właśnie rzecz się ma z obowiązkiem służby wojskowej oraz innymi instytucjami. Nie podobna orzec, czy są dobre, czy złe w zasadzie, gdyż nie ma zasad poza Bogiem, z którego wynika wszystko. Musisz się, drogi synu, bronić przed niewolą tego rodzaju, która polega na słowach i nazwach, a wciąga w swe sidła całe masy ludzi, podających głowy pod nóż z całą uległością. Wiedz, że pojęcie sprawiedliwości nie posiada żadnej treści ni sensu, z wyjątkiem w świętej teologii, gdzie nabiera ścisłego i straszliwego znaczenia.

Pan Roman twierdząc, że służba pod rozkazami króla jest obowiązkiem, postępuje jak sofista, a mimo to sądzę, że gdyby król zażądał pewnego dnia od wszystkich obywateli, by stanęli pod bronią, to niezawodnie usłuchaliby, i to nie tylko z uległością, ale nawet z radosnym pośpiechem. Zauważyłem, że żołnierka jest zawodem najnaturalniejszym dla człowieka. Skłania on się ku temu najłatwiej przez wrodzone instynkty i upodobania, zresztą nie zawsze pochwały godne. Toteż z wyjątkiem pewnej liczby wyjątkowych natur, do których się sam zaliczam, człowieka można zdefiniować jako bydlę z muszkietem.

Daj mu jeno piękny uniform, zrób nadzieję, że będzie mordował i rabował, a radość go ogarnie szalona. Stąd też pochodzi, że ogólnie uznajemy państwo militarne za najwyższy typ państwa, co jest o tyle prawdą, że takie państwo jest najstarszą formą, a pierwsi zaraz śmiertelnicy brali się za bary. Państwo militarne jest ponadto najlepiej dostosowane do ludzkiej natury, albowiem myśli się w nim najmniej, a przecież wcale nie jesteśmy na świecie po to, by myśleć.

Myślenie jest to choroba właściwa pewnej liczbie jednostek i gdyby zaraza ta rozpowszechniła się zanadto, to oczywiście rodzaj ludzki musiałby zniknąć z powierzchni ziemi. Żołnierze żyją w kupie, a człowiek jest zwierzęciem stadnym. Mają mundury biało-niebieskie, niebiesko-czerwone, szaro-niebieskie, noszą wstęgi, pióropusze i kokardy, a wszystko to działa na dziewki, tak jak upierzenie koguta na kurę. Idą na wojnę i rabunek, a człowiek z natury swej jest złodziejem, odczuwa żądze, lubi niszczyć, a przy tym lubi również tzw. sławę. Właśnie owo zamiłowanie do sławy skłania nas, Francuzów, do chwytania za broń, zaś nie ulega wątpliwości, iż sławę wojenną opinia publiczna stawia ponad wszystkie inne rodzaje odznaczenia się. Wystarczy ci dla przekonania przeczytać tom historii, a wówczas przebaczysz kapralowi, że nie jest większym od Tytusa Liwiusza filozofem.

XI. Armia (Ciąg dalszy)

Drogi mistrz mój ciągnął dalej tymi słowy:

— Musisz pamiętać, synu drogi, że ludzie, związani ze sobą w ciągu długich wieków w sposób wieloraki łańcuchem, którego zaledwie kilka najbliższych ogniw dostrzegają, przypisują wielkie dostojeństwo i znaczenie zwyczajom i obyczajom, które powstały z bardzo nędznych i barbarzyńskich zaczątków. Nieświadomość ta sprzyja ich pysze. Fundują swą sławę na nędzocie wieków minionych, a już cała dostojność orężna opiera się na dzikości pierwszych wieków, których wspomnienie przetrwało w Biblii oraz u poetów.

Czymże jest w istocie owa dżentelmeneria militarna, z taką dumą wznosząca głowę ponad wszystkie stany, jeśli nie resztką zdegenerowanych, nędznych myśliwców ludów pierwotnych, łowieckich, których tak dokładny obraz kreśli Lukrecjusz, iż nie wiadomo: ludzie są to zali42 wilki? Przedziwna to zaiste farsa, drogi Rożenku mój, że właśnie wojna i polowanie, owe dwie rzeczy, których samo wspomnienie winno by nas przepajać uczuciem hańby i wyrzutów sumienia, albowiem nasuwa na myśl te nędzne konieczności natury oraz zastarzałą złość i dzikość naszą, że, powiadam, właśnie te rzeczy stały się substratem ludzkiej pychy, którą ludy chrześcijańskie kultywują i honorują dalej, wysoko stawiając rzemiosło rzeźnika i kata, o ile tylko trwa od wieków w danym rodzie. Czyż nie szaleństwem jest po prostu, by ludy cywilizowane czciły i wyróżniały swych obywateli wedle ilości morderstw i rzezi, jakich się dopuścili ich przodkowie i jakimi są po prostu dziedzicznie obciążeni?

— Szlachetny mistrzu — spytałem, gdy zamilkł na chwilę — czy nie sądzisz, że rzemiosło żołnierskie cenione jest tak wysoko z powodu niebezpieczeństw, na jakie naraża, oraz odwagi, której wymaga koniecznie i bezwzględnie?

— Chłopcze mój — odparł — jeśli zawód człowieka ma być ceniony wedle stopnia niebezpieczeństwa, na jakie naraża, i w miarę tego stawiany najwyżej, to pierwszymi szlachcicami i diukami państwa winni by być robotnicy i chłopi, gdyż nie zawaham się twierdzić, że robotnik w pracy rękodzielniczej czy kopalni albo na okręcie, a chłop na roli są najbardziej narażeni na śmierć przez wypadek, zatonięcie czy skonanie z głodu. Niebezpieczeństwa, na jakie wystawia się dowódca i żołnierze, są mniejsze co do liczby, a także co do czasu trwania. Żołnierze są wystawieni na pociski i strzały często przez kilka jeno godzin za cały czas służby, a te nawet kule nie zabijają tak pewnie i nieomylnie jak nędza pochłaniająca pokolenia całe. Ludzie są płytcy i lekkomyślni, jeśli otaczają większą sławą czyny żołnierza niż pracę rolnika i wytwórcy dóbr wszelakich, robotnika, a także głupi są straszliwie, stawiając wyżej dzieło zniszczenia, dzieło wojny, od rękodzieł, sztuki i produkcji rolnej.