— Nie sądzisz, szlachetny mistrzu — spytałem — by żołnierze byli niezbędnie potrzebni do ubezpieczenia państwa? Może więc z tego powodu winniśmy im wdzięczność i cześć za wielką, oddaną ogółowi przysługę.
— Prawda, drogi chłopcze! — powiedział mistrz. — Wojna jest jedną z potrzeb ludzkiej natury i nie sposób wyobrazić sobie ludu, który by się nigdy nie bił, to znaczy, by jego członkowie nie mordowali, nie grabili, nie podpalali. Podobnie trudno spotkać księcia, który by nie był poniekąd uzurpatorem. Czyniono by mu ciągłe wymówki i wszyscy by twierdzili, iż nie troszczy się o sławę. Wojna jest tedy ludziom potrzebna, a nawet konieczna. Jest im ona bliższą niż pokój, który też uważać można za odpoczynek pomiędzy dwoma wojnami. Stąd to pochodzi, że książętom starczy najbłahszy pretekst, największe głupstwo, by rzucić swe armie przeciw sobie wzajem. Powołują się na swój honor, którego drażliwość przechodzi wprost granice przyzwoitości. Jedno tchnienie i już powstała straszliwa plama, którą zmyć może jeno krew dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu czy nawet stu tysięcy ludzi, oczywiście stosownie do zaludnienia danego państwa.
Na pierwszy zaraz rzut oka niezrozumiałym się to zgoła wydać musi, w jaki sposób może zostać obmyty honor panującego krwią tych nieszczęśników, a raczej od razu spostrzegamy, że są to jeno słowa pozbawione wszelakiego sensu. Tymczasem ludzie z całą gotowością dają się zabijać za te właśnie słowa.
Jeszcze ciekawszym objawem jest, że książę, który ukradnie prowincję drugiemu, dostępuje niemałej sławy zarówno u swego ludu, jak i ludu okradzionego, a taki zamach na własność, który by został u poszczególnych obywateli ukarany ciężkim więzieniem lub śmiercią, staje się zaszczytnym u księcia, chociaż dokonał go na drodze krwawej, rękami swych najemnych zbirów.
Powiedziawszy to, drogi mistrz mój wyjął z kieszeni tabakierkę i zażył szczyptę, tułającą się jeszcze na dnie.
— Więc nie ma wojen sprawiedliwych i wielkich, szlachetnych racji walki? — spytałem.
— Ludy cywilizowane — odparł — uczyniły niesprawiedliwość przyczyną wojny, uczyniły ją krzywdzicielską i niezmiernie okrutną. Pierwsze wojny były to przedsięwzięcia dla osadzenia pewnych plemion na odpowiednich, urodzajnych obszarach. W ten sposób Izraelici podbili ziemię chananejską. Działali pod naporem głodu. Z postępem cywilizacji wojna stała się pogonią za koloniami i rynkami zbytu towarów, jak to widzimy na przykładzie Hiszpanii, Holandii, Anglii i Francji. Pośród innych wojen zdarzało się też często, że cesarze i królowie porywali prowincje zupełnie im niepotrzebne, aby je tylko zniszczyć, wyludnić, bez żadnej dla siebie innej korzyści poza tą jeno może, że stawiali tam piramidy, obeliski czy łuki triumfalne.
Takie nadużycie wojny jest wprost ohydne i wydaje się, jakoby ludy stawały się coraz to gorsze w miarę rozwoju cywilizacji lub też że wojna, będąca istotną koniecznością ludzkiej natury, trwa dalej sama dla siebie, chociaż ustały wszelkie powody staczania bojów.
Pogląd taki dotyka mnie boleśnie, gdyż przez sam stan duchowny i skłonność umysłu mam upodobanie w pokoju i miłości bliźniego. Prócz innych smutków odczuwam jeden jeszcze, mianowicie przygnębia mnie widok pustej tabakierki, a to jest właśnie punkt najdrażliwszy, gdyż ujawnia mi całą nędzę moją.
W celu odwrócenia myśli jego od tej przeciwności losu, a zarazem dla własnej nauki, spytałem, czy wojna domowa nie wydaje mu się najohydniejszym rodzajem walki.