Przyszła jednak do zdrowia i rany pogoiły się. Przez czas długi mieszkała u chirurga pod strażą jednego z woźnych i ciągle pytała:
— Czy to jeszcze nie koniec? Czy mam umierać drugi raz?
Chirurg i litościwe osoby, mające o niej staranie, pocieszali ją, jak mogli, ale sam jeno król mógł jej darować życie. Adwokat Favret napisał prośbę, wyjednał podpisy notablów diżońskich i złożył ją u stóp tronu. W tym właśnie czasie odbywały się huczne zabawy na dworze z racji małżeństwa Henryki Marii Francuskiej z królem Anglii. Z tego to powodu Ludwik Sprawiedliwy przychylił się do prośby i darował karę w zupełności, będąc, jak powiada akt łaski, tego zdania, że odcierpiała ona już karę równą, a nawet przewyższającą karę śmierci.
Helena Gillet odzyskawszy zdrowie ukryła się w klasztorze w la Bresse i pędziła do śmierci żywot nabożny i bogobojny.
Taką jest — zakończył mały staruszek — historia Heleny Gillet, dotąd każdemu znana w Dijon. Czyż nie jest ona, zdaniem Waszej Wielebności, zajmująca i ucieszna?
XX. Sprawiedliwość (Ciąg dalszy)
— Niestety — westchnął drogi mistrz mój — nie zdołam przełknąć jednego kęsa i całe śniadanie się zmarnuje! Serce mi się ścisnęło wobec tych ohydnych scen, któreś nam skreślił, szanowny panie woźny, w tak układnych wyrazach, a zarazem zejść mi z oczu nie może ta nieszczęsna pokojówka pani radczyni Josse, którą powieszono, mogąc z nią uczynić coś nierównie lepszego.
— Jak to? — zdziwił się woźny. — Wszakże wspominałem Waszej Wielebności, że dziewczyna ta okradła swą panią! Czyżby więc nie należało, zdaniem księdza dobrodzieja, wieszać złodziei?
— Prawda, że taki już zwyczaj! — westchnął mistrz. — Ponieważ zaś siła nawyku jest niezmożona, przeto nie liczę się z nią w codziennym toku rozumowania. Małą wrażliwością na te rzeczy odznaczał się nawet sam filozof Seneka, z natury skłonny do łagodności, i układał pełne powabu i wykwintu traktaty, podczas gdy w jego oczach w Rzymie krzyżowano niewolników za drobne przewiny, jak mamy przykład na niewolniku Mitrydatesie, który zmarł przybity do krzyża za to jeno, iż śmiał podawać w wątpliwość boskie dostojeństwo pana swego, nikczemnego Trymalchiona.
Jest to już widać cechą ludzkiego umysłu, iż to, co zalicza się do rzeczy zwyczajnych i codziennych, nie rani go ni oburza. Nawyk zużywa, że się tak wyrażę, zarówno nasze oburzenie, jak i zachwyt. Budzę się co rana, nie myśląc wcale, przyznaję to, o tych nieszczęsnych, których powieszą lub połamią kołem w ciągu dnia. Kiedy jednak wyobrażenie męki uczyniło mnie wrażliwszym, serce mi się ścisnęło, i na widok owej ponętnej dziewki wiedzionej na śmierć ścisnęło mi się gardło tak, że nie przejdzie przez nie nawet ta mała rybka.