— Księże dobrodzieju — ozwał się po chwili czarny człowieczek — nie rozumiem tego, com usłyszał. Zdaje mi się, że sprawiedliwość jest o tyle lepsza, o ile jest użyteczniejsza, a ta właśnie użyteczność, którą ksiądz zdaje się pogardzać, powinna ją w oczach pańskich uczynić tym dostojniejszą i świętszą.
— Nie rozumiemy się tedy wcale! — oświadczył drogi mistrz mój.
— Wasza Wielebność — powiedział woźny. — Widzę za to, że wino stoi nietknięte, a musi ono być dobre, sądząc po kolorze. Czy mógłbym skosztować?
Po raz może pierwszy w życiu drogi mistrz mój zapomniał o trunku w napoczętej ledwo flaszce. Napełnił z całą gotowością szklankę woźnego, a staruszek powiedział, skosztowawszy ostrożnie:
— Za zdrowie Waszej Wielebności. Wino pańskie dobre jest, ale rozumowanie nic warte. Powtarzam, sprawiedliwość ustaw jest tym słuszniejsza, im jest pożyteczniejsza, a owa użyteczność, będąca pańskim zdaniem jej źródłem, powinna przekonać tym bardziej o jej zaletach. Ale musimy zgodzić się jeszcze i na to, że sama istota wymiaru sprawiedliwości jest sprawiedliwa, tak jak to oznacza jego nazwa.
— Szanowny panie — zawołał ksiądz — jeśli powiemy, że piękność jest piękna, prawda prawdziwa, a sprawiedliwość sprawiedliwa, to nie wyjaśnimy tym niczego i lepiej było wcale nie gadać. Wasz Ulpianus, używający ścisłych określeń, napisał, że sprawiedliwość jest to zdecydowana i wiecznotrwała wola przyznawania każdemu tego, co mu się należy, zaś ustawy są wówczas sprawiedliwe, kiedy sankcjonują tę wolę. Cała tylko bieda w tym, że ludziom z natury samej nic się nie należy, a skutkiem tego sprawiedliwe ustawy zabezpieczać im mogą tylko łupy rabunku, odziedziczone lub własne. Są w tym bardzo podobne do owych umów pomiędzy dziećmi grającymi w szlanne60 kulki. Gdy jedna strona wygra, a druga chce odzyskać na powrót kulki, pierwsza powiada: „My już nie chcemy dalej grać!”
Cała mądrość sędziów polega na wyróżnieniu rabunków, które nie wchodzą w grę, od tych, co do których przy zaczęciu partii nastąpiła umowa, a rozróżnianie owo jest jednocześnie bardzo misterne i dziecinne. W każdym zaś razie jest bardzo dowolne.
Dziewczyna, która wisi w tej chwili na szubienicy, jak pan powiadasz, skradła pani radczyni Josse własność jej, żabot koronkowy. Na czym jednak opierasz pan twierdzenie, że ów żabot był własnością pani radczyni Josse? Powiesz pan, że kupiła go za pieniądze albo dostała od rodziców z wyprawą, albo otrzymała od swego kochanka. W ten mniej więcej sposób przychodzi się do koronkowych żabotów. Ale bez względu na sposoby, zawsze posiadała go ona jako jedno z tych dóbr, które pozyskuje się przypadkiem i znowu przypadkiem traci, gdyż do posiadania tego nie miała i mieć nie mogła praw przyrodzonych.
Zresztą przyznaję nawet, że żabot był jej własnością stosownie do reguł owej zabawy w posiadanie, które uprawiają ludzie uspołecznieni, niby biedni ulicznicy, co grają w guziki. Upodobała sobie w tym żabocie i ostatecznie prawa jej do niego nie były zgoła mniejsze od praw innych współgrających. Zgoda. Sprawiedliwość winna była tedy oddać jej żabot, i koniec. Ale z jakiegoż powodu sprawiedliwość owa oceniła kawałek szmatki sfabrykowanej w Alençon tak wysoko, by żądać w zamian życia istoty ludzkiej?
— Księże dobrodzieju! — zawołał żywo staruszek. — Patrzysz pan na sprawiedliwość pod jednym jeno kątem. Nie dość jest wymierzyć ją samej tylko pani radczyni Josse, oddając jej żabot. Koniecznym jest wymierzyć równą sprawiedliwość pokojówce, wieszając ją za szyję na konopnej lince. Sprawiedliwość polega na wymierzeniu każdemu tego, co mu się należy. I to właśnie czyni ją dostojną i świętą.