Ale był to tylko pierwszy krok i boleśnie pomyśleć, że przez tyle milionów lat ubiegłych kroku drugiego nie uczyniono. Od czasów gdy przodkowie nasi pod osłoną skał piekli na ogniu z chrustu całe ćwierci niedźwiedzie, żadnego postępu nie uczyniono już w sztuce kuchennej. Bo nie nazwiecie postępem, moi panowie, pomysłów Lukullusa112, ani tego ciężkiego tortu, któremu Witeliusz113 dał był miano „tarczy Minerwy”, ani wszystkich naszych pieczeni, pasztetów, marynat, mięs nadziewanych, różnych przysmaków, na których tak widome są jeszcze ślady dawnego barbarzyństwa.
Gdy na stole królewskim w Fontainebleau podają całego jelenia, z sierścią i rogami, to jest to dla oka filozofa widok równie brutalny jak widok troglodytów114 siedzących w popiele ogniska i ogryzających kości końskie. Piękne malowidła w sali, gwardziści, oficerowie bogato ubrani, orkiestra na trybunach, grająca arie Lamberta i Lulliego115, obrusy jedwabne, srebrne naczynia, złote puchary, kryształy weneckie, świeczniki, zastawy cyzelowane napełnione kwiatami nic tu rzeczy nie zmieniają i nie mogą swym wdziękiem ukryć istotnej treści tej wstrętnej rzeźni, gdzie gromadzą się mężczyźni i kobiety i zasiadają nad trupami zwierząt, nad połamanymi kościami i rozszarpanymi członkami, aby tym wszystkim napaść się chciwie. Z bezmyślną żarłocznością połykamy mięso, tłuszcz, wnętrzności zwierząt, nie odróżniając, które części tych pokarmów są dla nas istotnie odpowiednim pożywieniem, a które — stokroć liczniejsze — należy po prostu odrzucić. Do żołądka naszego wchłaniamy składniki złe i dobre, użyteczne i szkodliwe — bez różnicy. A w tym razie właśnie należałoby zrobić pewien wybór i gdyby w całym kolegium lekarskim znalazł się choć jeden lekarz, zarazem chemik i filozof, nie bylibyśmy zmuszeni zasiadać nadal przy tych obrzydliwych ucztach.
Przyrządziłby on nam, moi panowie, mięsa oczyszczone i odpędzone, zawierające tylko takie składniki, które są w sympatycznym związku z naszą istotą cielesną. Spożywano by wówczas tylko ekstrakt świń i wołów, eliksir kuropatw i pulard; wszystko, co się je, dałoby się strawić zupełnie. Nie tracę nadziei, że będę mógł kiedyś tego dokonać, gdy będę miał czas wolny, by więcej niż dotąd rozmyślać nad chemią i medycyną.
Przy tych słowach naszego gospodarza ksiądz Hieronim Coignard oderwał wzrok od czarnej mazi, którą miał na talerzu, i z niepokojem spojrzał na pana d’Astarac.
— Będzie to jednak — ciągnął ów wciąż dalej — postęp jeszcze bardzo niedostateczny. Człowiek zacny nie może jeść bez wstrętu ciała zwierzęcego, i żadnego narodu nie można uważać za naród cywilizowany, dopóki po jego miastach są jeszcze rzeźnie i jatki. Ale przecież kiedyś pozbędziemy się tego barbarzyńskiego przemysłu. Gdy poznamy dokładnie, jakie pożywne substancje zawarte są w mięsie zwierząt, możliwe będzie otrzymać te same substancje z ciał martwych, które dostarczyć ich potrafią w obfitości. Ciała nieorganiczne zawierają istotnie wszystko, co znajduje się w ciałach żyjących, świat zwierzęcy bowiem powstał z świata roślinnego, a rośliny czerpią swe pierwiastki z materii martwej. Żywić się będziemy wówczas ekstraktami metali i minerałów, odpowiednio przez fizyków przygotowanymi. Nie można wcale wątpić, że będą one doskonałe w smaku, a zdrowe w użyciu. Retorty i alembik116 zastąpią naczynia kuchenne, a alchemicy będą naszymi kucharzami. Czy nie spieszno wam, panowie, widzieć te wszystkie cuda? Ręczę wam, że ziszczą się w niedalekim czasie. Ale nie widzicie jeszcze doskonałych skutków, które z tego wynikną.
— Istotnie nie ogarniam ich myślą — rzekł mój mistrz, pociągnąwszy łyk wina.
— W takim razie, zechciejcie posłuchać mnie jeszcze chwilkę — rzekł pan d’Astarac. — Ludzie, nie ociężali już przez powolne trawienie, staną się cudownie obrotni i lekcy. Wzrok ich się zaostrzy i pozwoli im dostrzec okręty płynące po morzach księżycowych117. Ich umysł się rozjaśni, ich obyczaje złagodnieją, posuną się mocno naprzód w rozumieniu Boga i przyrody.
Ale trzeba zauważyć wszystkie zmiany, jakie zajdą niewątpliwie. Nawet sama budowa ciała ludzkiego się zmieni. Fakt to, że narządy nieużywane i niećwiczone wątleją i wreszcie zanikają. Zauważono, że ryby pozbawione światła ślepną; widziałem w Valais pasterzy, którzy żywią się wyłącznie zsiadłym mlekiem i stąd też bardzo wcześnie tracą zęby; byli między nimi tacy, którzy zębów nigdy w ogóle nie mieli. Trzeba podziwiać, że w przyrodzie nie utrzyma się nic, co jest niepotrzebne. Gdy ludzie żywić się będą balsamem, o którym mówiłem, wnętrzności ich bez wątpienia skrócą się o kilkanaście łokci118, objętość brzucha przez to zmniejszy się znacznie.
— Tu to już zapędza się wasza miłość — rzekł mój mistrz — i na złe drogi prowadzi swe projekty. Co do mnie, nigdy nie narzekam, gdy kobieta ma brzuch dość okrągły, byle reszta utrzymana była w dobrej proporcji. Na ten wdzięk kobiecy jestem bardzo czuły; nie należy przycinać go niebacznie.
— O to nie będziemy się sprzeczali. Zgadzam się, by kibić i łono kobiety kształtowało się na modłę przyjętą przez rzeźbiarzy greckich. Czynię to z uprzejmości dla ciebie, księże kochany, a także ze względu na trudy związane z macierzyństwem, chociaż co prawda i w tym mam zamiar zaprowadzić pewne zmiany, które kiedyś wyłożę wam jeszcze. Wracając do naszego przedmiotu, przyznam się wam, że to, co wam dotąd mówiłem, jest tylko przejściem do prawdziwego pokarmu, to jest do pokarmu sylfów i wszystkich duchów powietrznych. Piją one światło, a to wystarcza, by ciału ich nadać cudowną siłę i giętkość. Jest to jedyny ich napój; będzie on kiedyś i naszym, panowie; należy tylko promienie słońca w napój przemienić. Wyznaję, że nie widzę jeszcze całkiem jasno, jak to osiągnąć; przewiduję liczne trudności i ogromne przeszkody na tej drodze. Gdy jednak mędrzec jaki dojdzie do tego celu, ludzie staną się rozumem i pięknością równi sylfom i salamandrom.