Noc była głęboka, jasnopłynne światło księżyca i odbicia latarń nadbrzeżnych drżały na falach rzeki, otaczały nas roje drobnych muszek. Ostry brzęk owadów wzbijał się w ciszę wszechświata. Z nieba szła taka słodycz, iż zdawało się, że mleko spływa na ziemię z blaskiem gwiazd.
Pan d’Astarac mówił dalej:
— Biblia, mój synu, a głównie księgi Mojżesza zawierają wielkie i pożyteczne prawdy. Sąd taki wydaje się dziś nierozsądny i śmieszny dlatego, że teologowie swoimi komentarzami, objaśnieniami i rozmyślaniami tak dalece skazili to tak zwane przez nich Pismo, że uczynili zeń podręcznik omyłek, bibliotekę nonsensów, stek kłamstw, głupstw, idiotyzmów, liceum ignorancji, muzeum bezeceństw, skarbnicę głupoty i złośliwości ludzkiej. Ale pierwotnie, synu, była to świątynia pełna światła niebieskiego.
Szczęśliwie udało mi się przywrócić Pismu jego pierwotną wspaniałość. Prawda nakazuje mi wyznać, że Mozaides przez swą znajomość alfabetu i języka hebrajskiego był mi w tym wielce pomocny. Ale nie odchodźmy od głównego przedmiotu. Wiedz naprzód, mój synu, że treść Biblii polega na przenośniach i że głównym błędem teologów było, że pojęli dosłownie to, co winno być uważane tylko jako symbol; niech ta prawda będzie ci stale przytomna w dalszym ciągu słów moich.
Kiedy Demiurgos zwany Jehową — ma on jeszcze wiele innych imion, gdyż nadają mu w ogóle wszystkie nazwy wyrażające jakość i ilość — gdy Jehowa stworzył nie świat, powiedzieć to byłoby głupstwem, ale małą cząstkę świata i uczynił zeń miejsce zamieszkania Adama i Ewy, w przestworzu były liczne istoty subtelniejsze, których nie stworzył był Jehowa i których stworzyć nie byłby nawet zdolny. Były one dziełem kilku innych demiurgów, dawniejszych i zręczniejszych od niego; jego kunszt był kunsztem doskonałego garncarza, zdolnego niby garnki lepić z gliny istoty takie, jakimi my jesteśmy. Nie mówię tego po to, bym go miał nie doceniać, bo i tak praca jego o wiele przewyższa siły ludzkie, ale zaznaczyć tu chciałem niedoskonałość tej jego pracy dni siedmiu.
Jehowa tworzył nie w ogniu, który sam tylko wydać może arcytwory życia, lecz w błocie, stąd też mógł tylko wykonać dzieło dobrego garncarza. Jesteśmy tylko, mój synu, ożywionymi garnkami. Nie należy posądzać Jehowy, że łudził się co do wartości swej pracy. Zdała mu się dobra tylko w pierwszej chwili, gdy był jeszcze w zapale tworzenia, ale wkrótce uznał swój błąd i Biblia pełna jest wyrażeń jego niezadowolenia, które dochodziło do złego humoru, a czasem nawet do gniewu. Nigdy żaden twórca nie miał więcej wstrętu i odrazy do dzieł swojej ręki. Chciał je zniszczyć i w istocie też większą część ich potopił. Ten potop, którego wspomnienie przechowało się u Żydów, Greków i Chińczyków, był także ostatnim wielkim rozczarowaniem dla nieszczęśliwego Demiurga. Widząc śmieszność i bezużyteczność takich gwałtów, popadł w zniechęcenie i apatię, która od czasów Noego aż do dni dzisiejszych wzrasta stopniowo i doszła już chyba do ostatniego stopnia. Ale zaszedłem za daleko; w tak rozległych przedmiotach trudno utrzymać się w pewnych granicach. Umysł nasz, gdy się w nich zagłębia, podobny jest do promieni słonecznych, które w jednym skoku przechodzą od świata do świata.
Wróćmy do Raju ziemskiego, gdzie Demiurg umieścił Adama i Ewę, dwa naczynia wyszłe170 z jego ręki. Nie żyli oni tam sami wśród zwierząt i roślin; Duchy powietrzne, stworzone przez demiurgów ognia, unosiły się nad nimi i przyglądały im się z ciekawością, pełną życzliwości i litości. Przewidział to Jehowa i spieszmy dodać na jego chwałę, że liczył na to, iż duchy ognia, którym możemy już dać prawdziwe ich imię elfów i salamander, pomogą mu udoskonalić i przekształcić jego figurki gliniane. Przemyślnie rzekł do siebie: „Mój Adam i Ewa, ulepieni z gliny, ciężcy są i nieprzejrzyści, brak im światła i powietrza, nie umiałem dać im skrzydeł. Łącząc się z elfami i salamandrami, stworzonymi przez delikatniejszego i zdolniejszego ode mnie demiurga, zrodzą dzieci, które, jako powstałe zarówno z rasy świetlanej, jak z rasy ziemnej, zrodzą znów dzieci bardziej świetlane od siebie, aż z czasem potomstwo ich dorówna w piękności synom i córom powietrza i ognia”.
Nie zaniedbał też niczego, aby zwrócić na Adama i Ewę spojrzenia elfów i salamander. Niewiastę ulepił na kształt amfory, z przedziwną harmonią krągłych linii, która wystarcza, by uznać go za księcia geometrów; w ten sposób pospolitość materiału okupił wspaniałością kształtu; Adam rzeźbiony był mniej pieszczotliwą ręką, ale z takim ładem i proporcją miary, że gdy ją później Grecy zastosowali w budownictwie, stanowiła sama całą piękność ich świątyń.
Widzisz więc, synu, że Jehowa nie zaniedbał niczego, aby twory swoje uczynić godnymi pocałunków tych istot powietrznych, których dla nich pragnął. Nie wspominam o staraniach, które poczynił, by związki te były płodne; ustrój płci dostatecznie świadczy o jego mądrości w tym względzie. Toteż mógł z początku winszować sobie swej zręczności i przebiegłości. Mówiłem już, że elfy i salamandry przyglądały się Adamowi i Ewie z ciekawością, życzliwością i czułością, które zazwyczaj poprzedzają miłość; zbliżyły się do nich i wpadły w zasadzkę, którą tak przemyślnie we wdzięku swych amfor zastawił na nich Jehowa. Pierwszy mąż i pierwsza niewiasta przez długie wieki cieszyli się rozkosznymi pieszczotami tych duchów powietrza, które darzyły ich wieczną młodością.
Taki był los ich, taki byłby i nasz. I trzebaż było, by rodzice rodu ludzkiego, sprzykrzywszy sobie te wzniosłe rozkosze, zapragnęli we wzajemnym związku zakosztować uciech zbrodniczych? Ale cóż chcesz, mój synu — ulepieni z gliny, mieli upodobanie do błota. Niestety zeszli się z sobą, tak jak schodzili się z duchami. A tego właśnie Demiurg zakazał im surowo; lękając się słusznie, że będą mieli ze sobą potomstwo grube, ciężkie i przyziemne jak oni sami, pod najsurowszą karą zabronił im zbliżać się do siebie. Takie jest znaczenie słów Ewy: „A zaś owocu z drzewa znajdującego się w środku Raju Bóg zakazał nam dotykać i jeść z obawy, abyśmy nie umarli”. Rozumiesz, mój synu, że jabłko, które skusiło biedną Ewę, nie było owocem jabłoni, lecz że jest to alegoria, której znaczenie teraz ci wytłumaczyłem. Jehowa, choć był istotą niedoskonałą, często gwałtowną i kapryśną, był jednak demiurgiem zbyt rozumnym, by gniewać się o jabłko lub granat; trzeba być biskupem lub kapucynem, by wierzyć takim baśniom. Dowodem tego, że jabłko oznacza właśnie to, co mówię, jest, iż Ewę dotknęła kara odpowiednia do winy. Nie powiedziano jej: „Będziesz trawić z trudem”, lecz przeciwnie: „Rodzić będziesz w boleściach”, a jakiż, proszę cię, wyobrazić sobie można związek między jabłkiem a trudnym porodem? Tymczasem, kara jest jak najlepiej zastosowana, jeżeli przewinienie takie jest właśnie, jak ci mówiłem.