Pan d’Astarac przy tym opowiadaniu obierał jabłko, ale skończywszy, spojrzał na księdza Coignarda triumfująco, by nacieszyć się wrażeniem swych słów.

Mój drogi mistrz uśmiechnął się mile:

— Ach mój panie — rzekł — próżno, widzę to, łudziłem się nadzieją, że potrafię cię skłonić do porzucenia twych złudzeń. Przyznaję chętnie, że opowiedziałeś nam w tej chwili powiastkę o sylfie bardzo przemyślnym i że pragnąłbym niezmiernie mieć tak miłego sekretarza; pomoc jego przydałaby mi się w dwóch lub trzech bardzo niejasnych ustępach Zosimosa Panopolitańczyka. Czy nie mógłbyś pan nauczyć mnie, jak wzywać w razie potrzeby takiego sylfa bibliotecznego, równie zdolnego jak ów z Dijon?

Pan Astarac odrzekł poważnie:

— Tę tajemnicę chętnie księdzu wyjawię; ale ostrzegam cię, że jeżeli zdradzisz ją profanom, zginiesz niechybnie.

— Bądź o to spokojny — rzekł ksiądz — jestem bardzo ciekaw znać tę piękną tajemnicę, chociaż nie spodziewam się żadnego stąd skutku, nie wierzę bowiem w te sylfy. Naucz więc mnie zatem, jeśli łaska.

— Żądasz tego? — rzekł kabalista. — Wiedz zatem, że gdy zapragniesz pomocy sylfa, musisz tylko wyrzec jedno słowo: Agla. Natychmiast synowie powietrza zlecą ku tobie, ale rozumiesz, mości księże, że słowo to wymówić należy nie tylko wargami, lecz i sercem z pełną wiarą, która mu całą moc nadaje; bez wiary jest ono tylko próżnym szeptem. Tak jak wymówiłem je teraz, bez rzeczywistego pragnienia duszy, nawet w mych ustach ma ono małą władzę i zaledwie kilku synów światła, usłyszawszy je, przesunęło przez tę komnatę swe lekkie, jasne cienie. Odgadłem raczej, niż ujrzałem ich na tej firance; zniknęli, zaledwie się ukształtowawszy; ty i twój uczeń nawet nie zauważyliście ich obecności. Ale gdybym wymówił był to magiczne słowo z całym uczuciem, ujrzelibyście ich tu w całym ich blasku, są bowiem przedziwnie piękni. Odkryłem ci tu, księże Coignard, wielką i pożyteczną tajemnicę i raz jeszcze ostrzegam, byś nie zdradził jej niebacznie. Nie lekceważ sobie przykładu księdza Villars288, który za zdradę tajemnicy zamordowany został przez sylfów na drodze do Lugdunu.

— Na drodze do Lugdunu — rzekł mój dobry mistrz — To jednak dziwne...

Pan d’Astarac porzucił nas niespodzianie, jak zwykle.

— Pójdę — rzekł ksiądz — raz jeszcze do tej wspaniałej biblioteki, gdzie zakosztowałem tak wzniosłych rozkoszy, a której nie zobaczę już więcej! Pamiętaj, Rożenku, byś był o zmierzchu na placyku des Bergères.