Tu braciszek ukrył twarz w dłoniach i zapłakał znowu.
Noc nadeszła, bałem się spóźnić na naznaczone miejsce; wyciągnąwszy więc braciszka z rowu, gdzie siedział był skulony, postawiłem go na nogi i prosiłem, by dalej opowiadał, towarzysząc mi po drodze ku Saint-Germain aż do placyku des Bergères. Usłuchał mnie chętnie i krocząc smutnie przy mym boku, prosił, bym mu pomógł rozwikłać splątany tok jego myśli. Przypomniałem mu więc, że stanął na tym, gdy pachołcy przyszli po mnie do gospody.
— Nie znalazłszy cię — ciągnął dalej — chcieli zabrać twego ojca zamiast ciebie, bo imć pan Leonard utrzymywał, że nie wie, gdzie się ukrywasz, matka twoja mówiła to samo i zaklinała się przy tym na wszystkie świętości. Niech jej Bóg to wybaczy, panie Jakubie, bo popełniała oczywiste krzywoprzysięstwo. Pachołcy zaczynali się gniewać, ale twój ojciec zaprowadził ich na wino i przemówił im widać do rozumu, bo rozeszli się po przyjacielsku. Przez ten czas matka twoja pobiegła po mnie pod „Trzy Dziewice”, gdzie kwestowałem stosownie do reguły naszego zakonu. Przysłała mnie do ciebie, abym cię ostrzegł i zalecił ci ucieczkę bez zwłoki, bo policja może wkrótce dowiedzieć się, gdzie mieszkasz.
Słuchając tych smutnych wieści, przyspieszałem kroku i już minęliśmy most do Neuilly; idąc w górę stromym wybrzeżem widzieliśmy już szereg wiązów otaczających placyk. Braciszek mówił tymczasem dalej konającym głosem:
— Twoja pani matka zaleciła mi usilnie, bym cię ostrzegł przed tym niebezpieczeństwem i oddała mi dla ciebie mały woreczek, który ukryłem pod habitem. Nie mogę go znaleźć teraz — dodał, obmacując się wszędzie. — I jakże chcesz, bym mógł znaleźć cośkolwiek, gdy straciłem Kasię? Miała ona nabożeństwo dla świętego Franciszka i chętnie dawała jałmużnę; a jednak obeszli się z nią jak z dziewką uliczną. Ogolą jej głowę i strach pomyśleć, że wyglądać będzie jak te lalki u modystek i że w tym stanie wyślą ją do Ameryki, gdzie może umrzeć z febry298 lub mogą ją pożreć dzicy ludożercy.
Kończył ten dyskurs, wzdychając, gdy weszliśmy wreszcie na placyk. Na lewo ponad podwójnym szeregiem wiązów wychylał się kryty dachówką szczyt oberży pod „Czerwonym Koniem” z blokami w oknach na poddaszu; pomiędzy zielenią widać było szeroko otwarte wrota zajezdne. Zwolniłem kroku, a braciszek osunął się pod drzewem.
— Bracie Aniele — rzekłem — mówiłeś o jakimś woreczku, który matka moja poleciła mi doręczyć.
— Prosiła mnie o to rzeczywiście — odrzekł braciszek — ale tak dobrze schowałem ten woreczek, że teraz nie wiem, gdzie go włożyłem. Bądź jednak pewny, panie Jakubie, że mogłem go zgubić tylko ze zbytku ostrożności.
Zapewniłem go żywo, że go nie zgubił i że jeżeli nie znajdzie go zaraz, pomogę mu go szukać. Zrozumiał ton mych słów, bo wzdychając, wyciągnął spod habitu mały perkalowy woreczek i z żalem mi go oddał. Znalazłem w nim dukata i medalik Najświętszej Panny Czarnej z Chartres, który ucałowałem ze łzami rozczulenia i skruchy. Tymczasem braciszek ze wszystkich kieszeni wyciągał paczki obrazków kolorowych i modlitw ozdobionych grubymi winietami299 i wybrawszy z nich dwie czy trzy, ofiarował mi je, jako nade wszystko użyteczne i skuteczne, jego zdaniem, dla pielgrzymów, podróżnych i wszelkich osób wiodących życie tułacze.
— Są one poświęcane — rzekł — i pomagają przeciw śmierci i chorobie tak przez odmawianie, jak i przez dotknięcie lub przyłożenie do ciała. Daję ci je, panie Jakubie, dla miłości Boskiej; pamiętaj dać mi jałmużnę i nie zapomnij, że żebrzę w imię świętego Franciszka; będzie on opiekował się tobą niechybnie, jeżeli wspomożesz mnie oto, jego najniegodniejszego syna.