Gdy to mówił, ujrzałem w słabym świetle zmierzchu wyjeżdżający z bramy oberży pod „Czerwonym Koniem” czterokonny ekwipaż300; woźnica trzaskał z bicza, konie biły kopytami o bruk, powóz skręcił na szosę i zatrzymał się tuż przed drzewem, pod którym siedział brat Anioł. Przyjrzałem się bliżej temu ekwipażowi: był to duży powóz o czterech siedzeniach, z oddzielnym małym przedziałem na przodzie. Przyglądałem się tak minutę lub dwie, gdy ujrzałem pana d’Anquetil wchodzącego na wzgórek, Jahelę w kornecie na głowie i z paczkami pod płaszczem, a za nimi księdza Coignarda obarczonego kilku księgami owiniętymi w jakąś starą tezę doktorską. Na ich widok pocztylioni opuścili oba stopnie i piękna moja kochanka, unosząc z obu stron spódnicę, gramoliła się do małego przedziału, podpierana z dołu przez pana d’Anquetil.

Na ten widok zerwałem się i krzyknąłem:

— Stójcie! Stój! Jahelo!

Ale uwodziciel tym usilniej do przedziału wpychał niewierną, której wdzięczna, krągła postać wkrótce zniknęła zupełnie. Po czym, gotując się iść za nią i stojąc jedną nogą na stopniu, spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.

— Ach, panie Rożenku, chcesz więc zabrać mi wszystkie moje kochanki; Kasię, Jahelę? Czy to zakład?

Nie słyszałem go i dalej wzywałem Jahelę, gdy tymczasem brat Anioł, podniósłszy się spod drzewa, stał przy drzwiczkach i ofiarowywał panu d’Anquetil obrazki św. Rocha301, modlitwę do odmawiania podczas kucia koni, modlitwę przeciw gangrenie i żałosnym głosem błagał o jałmużnę.

Byłbym tak stał noc całą, wołając Jaheli, gdyby mój drogi mistrz nie był pociągnął mnie i wepchnął do wielkiego pudła powozu, do którego i sam wszedł za mną.

— Zostawmy ich w małym przedziale i jedźmy obaj razem w tym przestronnym pudle. Szukałem cię wszędzie, Rożenku, i — nie chcę ukrywać — bylibyśmy pojechali bez ciebie, gdybym cię nie był ujrzał pod tym drzewem razem z kapucynem. Nie mogliśmy zwlekać dłużej? Pan de la Guéritaude każe nas usilnie poszukiwać, a ma on długą rękę; pożycza przecie pieniądze królowi.

Powóz już ruszył, a brat Anioł jeszcze szedł za nim, żebrząc, wyciągając rękę po jakiś datek.

Rzuciłem się na siedzenie powozu.