— Niestety! Zapewniałeś mnie ksiądz przecie, że Jahela zamknięta jest na potrójne spusty.

— Synu — odrzekł mój drogi mistrz — nie trzeba było zbytnio ufać temu. Dziewczęta niewiele sobie robią z zazdrośników i ich kłódek: gdy drzwi zamknięte, skaczą przez okno. Nie masz pojęcia, Rożenku, dziecko moje, o przebiegłości kobiet. Starożytni przytaczają nam na to przykłady zdumiewające i znajdziesz ich dużo w dziele Apulejusza, gdzie niby sól rozsiane są w opowieści o metamorfozie Luciusa. Ale najwidomiej okazuje się ta przebiegłość w baśni arabskiej, którą pan Galland302 dał poznać Europie i którą ci przytoczę.

Schariar, sułtan Tartarii, i brat jego, Schahzenan, przechadzając się pewnego dnia nad brzegiem morza, ujrzeli nagle unoszący się nad wodami czarny słup, który zmierzał ku wybrzeżu. Poznali, że jest to duch najokrutniejszego gatunku: miał on kształt olbrzyma, a na głowie niósł szklaną skrzynię na cztery żelazne zamki zamkniętą. Ten widok zdjął ich takim strachem, że pobiegli ukryć się w gałęziach na pobliskim drzewie. Tymczasem duch wstąpił na wybrzeże i postawił skrzynię u stóp drzewa, na którym byli obaj książęta, po czym położywszy się, usnął niebawem. Nogi jego dochodziły do morza, a tchnienie poruszało ziemię i niebo; gdy tak straszliwy spoczywał, wieko skrzyni podniosło się i wyszła z niej niewiasta majestatycznego wzrostu i skończonej piękności. Podniosła głowę...

W tym miejscu przerwałem to opowiadanie, którego zaledwie słuchałem.

— Ach, księże — zawołałem — o czymże mówią teraz ze sobą Jahela i pan d’Anquetil, sami w swym przedziale?

— Nie wiem — rzekł mój drogi mistrz — to ich jest sprawa, a nie nasza. Kończmy raczej tę przedowcipną bajkę arabską. Przerwałeś mi niebacznie, Rożenku, w chwili gdy dama ta, podniósłszy głowę, spostrzegła na drzewie ukrytych w gałęziach książąt. Znakami przyzywała ich; dostrzegła, że się wahają, chcąc wprawdzie usłuchać wezwania tak pięknej osoby, ale lękając się zarazem zbliżyć do tak strasznego olbrzyma, cichym głosem, lecz żywo zawołała: „Zejdźcie natychmiast, gdyż inaczej obudzę olbrzyma”.

Po jej zdecydowanym i rozkazującym tonie zrozumieli, że nie było to czczą groźbą i że najpewniejszą, a zarazem najprzyjemniejszą rzeczą jest zejść, co też uczynili z wielką ostrożnością, by nie obudzić Demona. Gdy już byli na dole, pani owa wzięła ich obu za ręce i oddaliła się trochę z nimi pomiędzy drzewa, gdzie jasno dała im do zrozumienia, że gotowa jest oddać się natychmiast jednemu i drugiemu. Chętnie zgodzili się zadowolić tę fantazję, a że byli ludźmi odważnymi, nawet obawa nie bardzo zepsuła im rozkosz. Uzyskawszy od nich, czego pragnęła, i zauważywszy, że każdy z nich ma pierścień na palcu, zażądała od nich tych pierścieni, po czym wracając do swej skrzyni, wyciągnęła z niej cały różaniec obrączek, który pokazała książętom: „Wiecie — rzekła — co znaczą te nawleczone pierścienie? Są to pierścienie mężczyzn, którym okazałam tę samą co i wam skłonność. Miałam ich dziewięćdziesiąt osiem, które chowam jako pamiątkę; zażądałam i waszych pierścieni dla tej samej przyczyny i zarazem, by skompletować ich liczbę do setki. Tak więc — dodała — miałam do dnia dzisiejszego stu kochanków, mimo starań i czujności tego szkaradnego olbrzyma, który nie opuszcza mnie nigdy. Zamyka mnie w szklanej skrzyni i przechowuje na dnie morza, a jednak zdradzam go, ile mi się podoba”.

Widzisz z tej mądrej przypowieści, że kobiety są równie przebiegłe na Wschodzie, gdzie są trzymane w niewoli, jak i w Europie, gdzie są wolne. Gdy która coś postanowi, żaden mąż, kochanek, ojciec, wuj czy opiekun temu przeszkodzić nie potrafi; nie powinieneś się więc dziwić, że oszukać tego starego Mordechaja było igraszką dla Jaheli, która w swym przewrotnym umyśle łączy zręczność naszych gamratek ze zdradliwością wschodnią. Przypuszczam, że jest równie namiętna w rozkoszy, jak chciwa złota i srebra, godna rasy Oliby i Aoliby303. Piękność jej cierpka i podniecająca działa nawet na mnie, chociaż wiek, poważne rozmyślania i troski burzliwego żywota znacznie przytępiły we mnie odczucie rozkoszy cielesnych. Sądząc ze zmartwienia, jakie ci sprawia jej udana przygoda z panem d’Anquetil, wnoszę, że żywiej ode mnie odczuwasz żądło pożądania i że trawi cię zazdrość; dlatego potępiasz czyn, rzeczywiście niestateczny i przeciwny pospolitym konwenansom, ale sam w sobie obojętny i niewiele przyczyniający się do zła powszechnego. W duszy potępiasz mnie, że wziąłem w tym udział, i wyobrażasz sobie, że bronisz sprawy dobrych obyczajów, gdy właściwie idziesz tylko za głosem swych namiętności. Tak przed sobą samym, mój synu, upiększamy nasze najgorsze popędy. Moralność ludzka innego nie ma źródła. Przyznaj jednak, że szkoda byłoby zostawić dłużej tę ładną dziewczynę temu staremu dziwakowi; pan d’Anquetil młody i piękny, lepiej przystoi tej miłej osóbce; toteż pogódź się z tym, czego zmienić nie możesz. Przychodzi ci to trudno, ale stokroć gorzej byłoby, gdyby ci zabrano twoją własną kochankę; wtedy czułbyś, jak żelazne kleszcze szarpią twe ciało, a myśl twoja pełna byłaby ohydnych a dokładnych obrazów. Niechaj ten wzgląd, synu, ułagodzi twój smutek obecny. Zresztą życie pełne jest trudów i smutków, toteż słuszne jest mieć nadzieję szczęśliwości wiekuistej.

Tak mówił mój drogi mistrz, podczas gdy po obydwóch stronach uciekały od nas wiązy drogi królewskiej. Nie powiedziałem mu jednak, że chcąc ukoić mój smutek, drażnił go jeszcze, i że nie wiedząc o tym, kładł palec do rany.

Pierwszy nasz popas był w Juvisy, gdzie stanęliśmy rankiem, podczas ulewnego deszczu. Wszedłszy do zajazdu, zastałem Jahelę przed kominem, gdzie pięć czy sześć kurcząt piekło się na rożnie; grzała sobie stopy i pokazywała skraj jedwabnych pończoszek, co było dla mnie powodem zmieszania, bo wyobrażałem sobie zamkniętą w nich łydkę z plamką na skórze, puszkiem i innymi szczegółami. Pan d’Anquetil stał oparty o poręcz jej krzesła, nazywał ją duszą, życiem swoim i pytał troskliwie, czy nie jest głodna, co gdy potwierdziła, wyszedł, by wydać rozkazy. Zostawszy sam z niewierną, spojrzałem jej w oczy, w których odbijał się promień ogniska.