— Mam go — odrzekła poważnie.

— Co, teraz jesteś prorokinią? — zawołałem, uśmiechając się. — To dziwne!

— Kpisz sobie — rzekła — i wątpisz o tym, boś nigdy prorokini nie widział tak z bliska. Jakżeż twoim zdaniem mają one wyglądać?

— Myślałem, że wróżki muszą być dziewicami.

— To nie jest konieczne — odrzekła stanowczo.

Kareta naszych prześladowców zniknęła na zakręcie drogi, ale niepokój Jaheli udzielił się panu d’Anquetil, choć się do tego nie przyznawał. Pocztylionom kazał mknąć galopem, obiecując im suty napiwek. Ze zbytniego starania o pospiech każdemu z nich dał po butelce wina, które ksiądz wziął do powozu na zapas.

Pocztylioni zaraz przydali koniom zapału, jakim natchnęło ich wino.

— Bądź spokojna, Jahelo — rzekł d’Anquetil — jedziemy takim pędem, że ta stara kolasa, zaprzężona w konie z Apokalipsy314, nigdy w świecie nas nie schwyci.

— Pędzimy jak koty po zarzewiu — rzekł ksiądz.

— Byle tylko tak najdłużej — rzekła Jahela.