— Ta wioska na górze to zapewne Vallars, ale niewiele tam znajdziemy.
— Niech was siarczyste pioruny! — zaklął pan d’Anquetil.
Podczas gdy konie, stojąc razem, gryzły sobie karki, zbliżyliśmy się do powozu, smutnie na bok wywróconego.
Pocztylion, którego wyciągnęliśmy spomiędzy koni, rzekł:
— Co do resoru, to można temu zaradzić, podpierając budę grubym kawałem drewna, będzie tylko bardziej trzęsło. Ale co zrobić ze złamanym kołem? A najgorsze, że kapelusz mój wpadł tam pod karetę.
— Pluję na twój kapelusz — rzekł pan d’Anquetil.
— Wasza wielmożność nie wie pewnie, że był zupełnie nowy — odrzekł pocztylion.
— I szyby rozbite — westchnęła Jahela, siedząca na mantelzaku318 na brzegu szosy.
— Gdybyż tylko szyby — rzekł mój drogi mistrz — można by na to poradzić, spuszczając firanki, ale butelki są zapewne w tym samym stanie co szyby. Muszę przekonać się o tym, jak tylko podniosą powóz. Również niepokoi mnie los Boecjusza i kilku innych dobrych dzieł, które zostawiłem pod siedzeniem.
— Mniejsza o to, mam karty w kieszeni — przerwał pan d’Anquetil. — Ale czy nie będziemy wieczerzali?