— Wszyscy tu byli dobrzy dla mnie.

Odeszła, jak najciszej zamykając drzwi za sobą.

I pan Bergeret ujrzał ją w wyobraźni u pośrednika Deniseau, w głębi sali, w białym czepcu, z niebieskim bawełnianym parasolem między kolanami, z wzrokiem niespokojnie na drzwi zwróconym, w posępnej gromadzie sług do najęcia.

Tymczasem Maria, dziewka folwarczna, która dotąd chodziła tylko koło krów, zadziwiona i ogłupiała u tych państwa przerażeniem równym temu, które wzbudzała, siedziała w kuchni, przyglądając się rondlom. Umiała gotować tylko zupę ze słoniną i rozumiała tylko gwarę wiejską. Nie miała nawet dobrych świadectw. Okazało się, że puszczała się z pastuchami i piła wódkę, nawet spirytus do palenia.

Pierwszą osobą, której drzwi otworzyła, był komandor Aspertini. W przejeździe przez miasto przychodził jak zwykle powitać swego przyjaciela pana Bergeret.

Musiała zapewne sprawić silne wrażenie na włoskim uczonym, gdyż zaraz po przywitaniach zaczął mówić o niej z tym zainteresowaniem, jakie wzbudza brzydota, gdy jest wielka i straszna.

— Służąca pańska, panie Bergeret — rzekł — przypomina mi tę wyrazistą postać, którą Giotto namalował na sklepieniu kościoła w Asyżu, gdy, idąc za natchnieniem sonetu Dantego, przedstawił Tę, której nikt drzwi nie otwiera z uśmiechem.

Skoro mowa o sztuce — dodał Włoch — czy widział pan mozaikowy portret Wergiliusza, który ziomkowie pańscy odnaleźli świeżo w Suzie w Algerze? Jest to Rzymianin o niskim i szerokim czole, o kwadratowej głowie, silnie rozwiniętych szczękach, w niczym nieprzypominający pięknego młodzieńca, którego pokazywano nam niegdyś. Popiersie, które długo uchodziło za portret poety, jest w rzeczywistości rzymską kopią greckiego oryginału z czwartego wieku, przedstawiającego młodego boga wielbionego w misteriach eleuzyjskich. Zdaje mi się, że pierwszy określiłem prawdziwy charakter tej postaci w notatkach moich o dziecięciu Triptolemie56 Ale czy zna pan tego Wergiliusza z mozaiki, panie Bergeret?

— O ile sądzić można z fotografii, którą widziałem — odrzekł pan Bergeret — ta mozaika afrykańska może być kopią portretu, któremu nie brak było wyrazu. Ten portret, zdaje się, istotnie przedstawia Wergiliusza i możliwe, że jest to portret podobny. Wasi humaniści Odrodzenia, panie Aspertini, wyobrażali sobie autora Eneidy z obliczem mędrca. Stare weneckie wydania Dantego, które przeglądałem w naszej bibliotece, pełne są drzeworytów przedstawiających Wergiliusza z brodą filozofa. Później malowano go pięknym jak młody bóg. Teraz znów ma kwadratową szczękę i włosy przycięte nad czołem na kształt frędzli, według rzymskiej mody. Idea, dziełem jego w umysłach ludzkich wytworzona, nie mniejszej ulega zmianie. Wszystkie epoki literackie wyrabiały sobie o niej wyobrażenia odmienne. Nie mówiąc już o bajkach średniowiecznych o Wergiliuszu-czarowniku, pewne jest, że powody, dla których podziwiano Mantuańczyka, zmieniały się z wiekami. Macrobius57 widział w tym poecie wyrocznię Cesarstwa, Dante i Petrarka cenili jego filozofię. Chateaubriand i Wiktor Hugo odnajdowali w nim zwiastuna chrystianizmu. Co do mnie, ja, jako kuglarz słów, widzę w jego dziełach tylko igraszki filologiczne. Pan, panie Aspertini, przyznaje mu rozległą znajomość starożytności rzymskich, i to jest może najtrwalsza wartość Eneidy. Do litery dawnych tekstów przyczepiamy idee własne. Każde pokolenie przeobraża na nowo dawne arcydzieła i udziela im niejako w ten sposób ruchomej nieśmiertelności. Kolega mój, Paweł Stapfer, wypowiedział w tej sprawie ciekawe myśli.

— Znakomite istotnie — odparł komandor Aspertini. — Ale na zmienność zapatrywań ludzkich nie ma on tak rozpaczliwego poglądu, jak pan.