— ...Jozue wstrzymał słońce. Czyż ksiądz rektor powie jednocześnie, że Jozue słońce zatrzymał i nie zatrzymał go?
Rektor seminarium bynajmniej nie wyglądał na zmieszanego. Świetny dialektyk zwrócił na swego oponenta spojrzenie płomiennych oczu i tchnienie szerokich piersi.
— Zastrzegając się przede wszystkim co do prawdziwej interpretacji, jednocześnie przenośnej i dosłownej owego ustępu Księgi Jozuego, który pan wymienił i na którym przed panem rozbiło się niebacznie tylu niedowiarków, odpowiem śmiało: tak, mam dwa zupełnie różne sądy o tym cudzie. Jako fizyk wierzę zgodnie z zasadami fizyki, to znaczy na podstawie obserwacji, że ziemia kręci się dokoła słońca, nieruchomego. Jako teolog wierzę, że Jozue słońce zatrzymał. Jest w tym sprzeczność. Ale sprzeczność ta nie jest nie do usunięcia. Zaraz to panu wykażę. Idea, którą sobie o słońcu tworzymy, jest czysto ludzka i nie może obowiązywać Boga. Dla człowieka ziemia kręci się dokoła słońca. Zgadzam się na to i przyznaję słuszność Kopernikowi. Ale nie posunę się do tego, by zmuszać Boga, aby tak jak ja był uczniem Kopernika, nie będę dochodził, czy dla Boga ziemia kręci się, czy też nie kręci dokoła słońca. Prawdę powiedziawszy, nie potrzebowałem tekstu Księgi Jozuego, by wiedzieć, że astronomia ludzka nie jest astronomią Boga. Teorie i obliczanie czasu, liczb, przestrzeni nie dotyczą nieskończoności; jest myślą niedorzeczną chcieć Ducha Świętego zawikłać w sprzecznościach matematycznych i fizycznych.
— A zatem — zapytał profesor — godzi się ksiądz z tym, że nawet w matematyce można mieć dwa sprzeczne sądy, jeden boski, drugi ludzki?
— Nie lękam się tej ostateczności — odrzekł ksiądz Lantaigne. — Ścisłość matematyki bardzo zbliża ją do prawdy absolutnej. Ale liczby groźne są tylko o tyle, o ile rozum, szukając w nich uzasadnienia dla siebie, zbłądzi tak dalece, iż we wszechświecie widzi jedynie system liczb. Błąd ten jest potępiony przez Kościół. Jednakowoż powiem śmiało, że matematyka ludzka nie jest matematyką boską. Bez wątpienia nie może być sprzeczności między jedną i drugą i chcę wierzyć, że nie każesz mi powiedzieć, iż dla Boga trzy plus trzy może równać się dziewięć. Ale my nie znamy wszystkich właściwości liczb, a Bóg je zna. Wiem, że są księża uważani za wybitnych, którzy utrzymują, iż wiedza godzić się winna z teologią. Nienawidzę tej zuchwałości, powiedziałbym — tej bezbożności: bo jest pewna bezbożność w tym, by jednoczyć prawdę absolutną, niewzruszoną, z tym rodzajem prawdy niezupełnej i przejściowej, którą zowiemy wiedzą. To szaleństwo, dążące do spojenia rzeczywistości z pozorem, ciała z duszą, wytworzyło już mnóstwo nędznych i szkodliwych sądów, którymi współcześni apologeci dowiedli tylko swej zuchwałej słabości. Jeden z nich, wybitny członek zakonu jezuitów, uznaje wielość światów zamieszkanych; zgadza się, by istoty inteligentne zamieszkiwały Marsa i Wenus, jednak tylko dla ziemi pragnie zachować przywilej Odkupienia, przez co ona staje się jedyną i wyróżnioną w stworzeniu. Drugi, który nie bez powodzenia zajmował w Sorbonie obaloną dziś katedrę teologii, przypuszcza, że geolog mógłby odnaleźć ślady preadamitów, i genezę biblijną redukuje do jednego powiatu we wszechświecie, przeznaczonego na pobyt Adama i jego potomstwa. Pospolite szaleństwa! Smutne zuchwalstwa! Stare nowinki już stokrotnie potępiane! Targają one tylko uroczystą jedność! O ileż lepiej jest głosić, jak Rajmund Wielki i jego historyk, że religia i wiedza nie powinny łączyć się, tak jak nie łączą się absolut i względność, skończoność i nieskończoność, cień i światło!
— Ksiądz rektor — zauważył profesor — gardzi wiedzą.
Ksiądz potrząsnął głową przecząco.
— Bynajmniej, panie Bergeret, bynajmniej! Za przykładem świętego Tomasza z Akwinu i wszystkich doktorów Kościoła sądzę, że wiedzę i filozofię należy starannie uprawiać w szkołach. Nie gardzi się wiedzą bez gardzenia rozumem, nie gardzi się rozumem bez gardzenia człowiekiem, nie gardzi się człowiekiem bez obrazy Boskiej. Niebaczny sceptycyzm względem rozumu ludzkiego jest pierwszym stopniem do zbrodniczego sceptycyzmu, który rzuca się na tajemnice boskie. Cenię wiedzę jako dobrodziejstwo dane nam od Boga. Ale jeśli Bóg dał nam wiedzę, nie dał nam swojej wiedzy. Jego geometria nie jest naszą. Nasza tyczy się płaszczyzny lub przestrzeni. Jego — spełnia się w nieskończoności. Bóg nas nie zwiódł; dlatego sądzę, że istnieje prawdziwa wiedza ludzka. Nie dał nam poznać wszystkiego; dlatego twierdzę, że ta wiedza, aczkolwiek prawdziwa, jest bezsilna wobec Prawdy Prawd. I rozdźwięk ten, ilekroć się z nim spotykam, stwierdzam bez lęku; nie dowodzi on niczego ani przeciwko niebu, ani przeciwko ziemi.
Pan Bergeret przyznał, że system ten wydaje mu się równie zręczny, jak śmiały i zgodny z interesami wiary.
— Ale — dodał — nie jest to doktryna naszego arcybiskupa. Jego Eminencja kardynał Charlot w swych orędziach pasterskich chętnie mówi o prawdach religijnych, potwierdzonych odkryciami nauki, a głównie doświadczeniami Pasteura.