Pan Lacarelle, jego osobisty sekretarz, powiedział mu: „Ta młoda osoba uleczyła dozorcę drogowego i woźnego. To są fakty. Wskazała miejsce, gdzie ma być odnaleziony skarb, i naprawdę znaleziono tam płytę nakrywającą wejście do podziemia. To jest fakt. Przepowiedziała nieurodzaj szczepów winnych. To jest fakt”. Prefekt Worms-Clavelin miał poczucie śmieszności i absurdu, ale dla jego umysłu wyraz fakt był wszechwładny. Przychodziło mu na myśl, że lekarze tacy jak Charcot48 robili w szpitalach obserwacje na chorych posiadających władze niezwykłe. Przypomniał sobie dziwne fenomeny histerii i jasnowidzenia. I zapytywał sam siebie, czy panna Deniseau nie jest czasem histeryczką na tyle interesującą, żeby powierzyć ją lekarzom psychiatrom i w ten sposób usunąć z miasta. Rozmyślał dalej:
„Mógłbym z urzędu kazać zamknąć tę dziewczynę w domu obłąkanych, jak każdą osobę, której stan umysłowy zagraża porządkowi publicznemu i bezpieczeństwu obywateli. Przeciwnicy naszych rządów skrzeczeliby jak sroki i słyszę już, jak adwokat Lerond oskarża mnie o nieprawne pozbawienie wolności. Trzeba rozplątać intrygę, jeżeli w ogóle jest to intryga naszych klerykałów. Bo nie można pozwolić na to, by jakaś panna Deniseau co dzień kazała sobie powtarzać przez świętą Radegondę, że Republika grzęźnie w błocie. Przyznaję, że popełniono niejedno, czego żałować należy, częściowe zmiany, zwłaszcza w parlamencie, byłyby pożądane, ale Republika, chwała Bogu, jest dość jeszcze silna na to, żebym ja ją podtrzymywał.”
X
Ksiądz Lantaigne, rektor seminarium, i pan Bergeret, profesor nadzwyczajny na wydziale humanistycznym, siedząc na jednej z ławek w parku gwarzyli, jak to było ich zwyczajem podczas miesięcy letnich. We wszystkich sprawach mieli wręcz przeciwne poglądy. Trudno było znaleźć dwóch ludzi bardziej odmiennych umysłem i charakterem. Ale tylko oni w całym mieście interesowali się ideami ogólnymi. To ich łączyło. W piękne wieczory letnie w cieniu alei pocieszali się filozofowaniem i zapominali: jeden o smutkach celibatu, drugi o kłopotach rodzinnych, obaj — o przykrościach zawodowych i niepopularności.
Tego dnia ze swej ławki widzieli pomnik Joanny d’Arc, jeszcze okryty płótnem. Dziewica Orleańska nocowała raz w tym mieście u zacnej niewiasty, pani Gausse, więc w roku 189... miasto przy udziale państwa postawiło pomnik na pamiątkę tego zdarzenia. Dwaj artyści pochodzący z tej okolicy, rzeźbiarz i architekt, wznosili ten pomnik, na którego wysokim piedestale stała Dziewica uzbrojona i zadumana.
Datę odsłonięcia wyznaczono na najbliższą niedzielę. Oczekiwano przyjazdu ministra oświaty. Liczono na szczodre rozdawnictwo orderów i palm akademickich. Mieszczanie schodzili się na plac oglądać płótno pokrywające posąg z brązu i kamienny cokół. Na wałach rozbijali namioty wędrowni kramarze. Na budach wzniesionych w alejach handlarze wody sodowej przybijali pasy perkalu z wielkimi napisami: „Prawdziwe piwo Joanny d’Arc” albo „Kawiarnia pod Dziewicą”.
Na ten widok pan Bergeret zauważył, że podziwiać należy zgodny udział obywateli w oddaniu czci oswobodzicielce Orleanu.
— Szczególnie wyróżnił się spośród innych pan Mazure, archiwista departamentalny. Opracował on memoriał, by wykazać, że sławny arras historyczny, przedstawiający spotkanie w Chinon49 nie był wykonany w Niemczech w 1430 roku, jak dotychczas sądzono, lecz wyszedł w tejże epoce z jakiejś pracowni flamandzkiej we Francji. Wnioski swego memoriału przedłożył panu prefektowi Worms-Clavelin, który nazwał je wysoce patriotycznymi, pochwalił i wyraził nadzieję, że autor tego odkrycia otrzyma palmy akademickie u stóp posągu Joanny. Zapewnia się jeszcze, że w swej mowie inauguracyjnej prefekt zwracając oczy ku Wogezom50 powie, że Joanna d’Arc jest córką Alzacji i Lotaryngii51.
Ksiądz Lantaigne, niewrażliwy na żarty, nie odrzekł nic i zachował twarz surową i poważną. W zasadzie pochwalał te uroczystości na cześć Joanny d’Arc. Sam przed dwoma laty wygłosił w kościele Św. Eksuperego panegiryk na cześć Dziewicy Orleańskiej i ukazał w tej bohaterce typ dobrej Francuzki i dobrej chrześcijanki. Nie sądził, by uroczystość, będąca gloryfikacją ojczyzny i wiary, mogła być tematem do szyderstw. Żałował tylko jako patriota i chrześcijanin, że biskup ze swoim klerem nie zajmie w niej pierwszego miejsca.
— Ciągłości Ojczyzny francuskiej nie zawdzięczamy ani królom, ani prezydentom Republiki, ani prefektom lub innym urzędnikom królewskim czy republikańskim, lecz episkopatowi, który od pierwszych apostołów Galii aż po dziś dzień trwał bez przerwy, bez zmian, bez uszczuplenia; tworzył on, że tak powiem, krzepki rdzeń dziejów Francji. Potęga biskupów jest duchowa i trwała, władza królów, prawowita, lecz przemijająca, jest wątła już od swych narodzin. Od jej trwania nie jest zawisłe trwanie ojczyzny. Ojczyzna jest duchem, polega całkowicie na łączności moralnej i religijnej. Ale duchowieństwo, nieobecne ciałem w przygotowywanych uroczystościach, zaiste przytomne tu będzie duchem. Joanna d’Arc do nas należy i daremnie niedowiarki usiłowały nam ją wydrzeć.