P. Bergeret: Jest jednak rzeczą bardzo naturalną, że do tej prostej dziewczyny, która stała się symbolem patriotyzmu, roszczą sobie prawa wszyscy patrioci.

Ks. Lantaigne: Nie rozumiem — mówiłem to panu — ojczyzny bez religii. Każdy obowiązek pochodzi od Boga, obowiązek obywatelski tak samo jak każdy inny. Bez Boga wszystkie obowiązki upadają. Jeśli prawem i obowiązkiem jest bronić ziemi rodzinnej przed obcym najeźdźcą, to nie dla jakiegoś rzekomego prawa narodów, które nie istniało nigdy, lecz dlatego, że zgodne to jest z wolą Boga. Ta zgodność objawia się w dziejach Jael i Judyty52. Uwidocznia się również w księgach Machabeuszów. Można odnaleźć ją w czynach Dziewicy Orleańskiej.

P. Bergeret: Więc ksiądz rektor sądzi, że Joanna d’Arc otrzymała swe posłannictwo od samego Boga? Myśl ta napotyka na liczne trudności. Jedną tylko przedstawię, bo ta leży całkowicie w dziedzinie waszych wierzeń. Tyczy się to głosów i widzeń, które objawiały się wieśniaczce z Domrémy. Ci, którzy wierzą, że córce Jakuba d’Arc istotnie ukazała się święta Katarzyna w towarzystwie świętego Michała i świętej Małgorzaty, będą, jak sądzę, bardzo zakłopotani, gdy im się wykaże, że święta Katarzyna z Aleksandrii nigdy nie istniała i że jej historia jest tylko kiepskim greckim romansem. A dowiódł tego w XVII wieku nie jakiś ówczesny niedowiarek, lecz uczony doktor Sorbony, Jan de Launoy, człowiek pobożny i dobrych obyczajów. Rozsądny Tillemont, tak uległy Kościołowi, uważa biografię świętej Katarzyny za bezsensowną bajkę. Czyż nie jest to nieco kłopotliwe dla tych, którzy wierzą, że głosy słyszane przez Joannę d’Arc istotnie pochodziły z nieba?

Ks. Lantaigne: Martyrologia, łaskawy panie, choć czcigodna, nie jest artykułem wiary, można więc za przykładem doktora Launoy i Tillemont powątpiewać o istnieniu świętej Katarzyny Aleksandryjskiej. Co do mnie, nie posuwam się do tej ostateczności i uważam, że tak absolutne odrzucenie tej legendy jest rzeczą zbyt śmiałą. Przyznaję, że hagiografia tej świętej przyszła do nas ze Wschodu, przeładowana bajkami, ale myślę, że te ozdoby utkane zostały na trwałym tle. Ani Launoy, ani Tillemont nie są nieomylni. Wcale nie jest pewne, że święta Katarzyna nie istniała nigdy, a gdyby przypadkowo nawet przeprowadzono historyczny dowód na to, upadłby on wobec przeciwnego dowodu teologicznego, wobec cudownych objawień tej świętej, stwierdzonych przez ordynariusza i uroczyście uznanych przez papieża. Boć ostatecznie prawdy naukowe muszą ustąpić przed prawdami rzędu wyższego. Ale nie znamy jeszcze sądu Kościoła o widzeniach Dziewicy Orleańskiej. Joanna d’Arc nie jest zaliczona w poczet świętych, a cuda zdziałane dla niej i przez nią mogą jeszcze być tematem dyskusji. Nie potwierdzam ich ani im nie zaprzeczam, a tylko z czysto ludzkiego punktu widzenia dostrzegam w dziejach tej cudownej Dziewicy rękę Boga, wyciągniętą ku Francji. Zaprawdę, widok to przejmujący i potężny.

P. Bergeret: Jeśli dobrze zrozumiałem, ksiądz rektor nie uważa za cud stwierdzony przygody w Fierbois, gdzie Joanna miała wskazać miecz ukryty w murze. I nie jest też ksiądz rektor pewny, czy Dziewica, jak to sama utrzymywała, wskrzesiła dziecko w Lagny. Ksiądz rektor zna moje poglądy: daję tym dwu faktom tłumaczenie naturalne. Przypuszczam, że miecz był wmurowany jako ex voto53, a zatem był widoczny. Co zaś do niemowlęcia, które Dziewica wskrzesić miała, aby je ochrzczono, i które po chrzcie zmarło powtórnie, przypomnę tylko, że koło Domrémy był cudowny kościół Matki Boskiej Wskrzesicielki, której specjalnością było ożywiać na kilka godzin dzieci nieżywo urodzone. Przypuszczam, że wspomnienie tej cudownej Matki Boskiej wpłynęło na złudzenie Dziewicy, gdy jej się zdało, że w Lagny wskrzesiła noworodka.

Ks. Lantaigne: W takich tłumaczeniach jest dużo rzeczy niepewnych, panie profesorze, więc zanim się zgodzę na nie, raczej wstrzymuję się z sądem, który przechyla się, przyznaję, na rzecz cudu, przynajmniej co się tyczy miecza świętej Katarzyny. Bo teksty są ścisłe: miecz był w murze, który trzeba było zburzyć, by miecz znaleźć. Nie jest również niemożliwe, żeby Bóg, na miłe modły dziewicy, wrócił życie niemowlęciu zmarłemu bez chrztu.

P. Bergeret: Ksiądz rektor mówi o „miłych modłach dziewicy”. Czy zgodnie z wierzeniami wieków średnich ksiądz przypuszcza, że w dziewictwie Joanny d’Arc była jakaś moc, jakaś siła szczególna?

Ks. Lantaigne: Oczywiście, dziewictwo miłe jest Bogu. Jezus Chrystus rad jest triumfowi swych dziewic. Attylę i Hunów odwróciła od Lutecji dziewica, dziewica obroniła Orlean i kazała ukoronować prawowitego króla w Reims.

Na te słowa księdza pan Bergeret godził się w sposób mu właściwy:

— Ano tak! — rzekł. — Joanna d’Arc była osobą przynoszącą szczęście.