Prefekt: Tak więc ksiądz profesor powiada, że to kult lokalny...

Ks. Guitrel: Nawet niewierzący podziwiają tę wielką postać! Co za wzniosły widok, panie prefekcie! Gdy jej własny mąż zabił jej brata, dostojna małżonka Klotara udaje się do Noyon, do biskupa Medarda, i błaga, by poświęcił ją Bogu. Zdziwiony święty Medard waha się, zasłania nierozerwalnością małżeństwa. Ale Radegonda sama zarzuca sobie na głowę welon zakonny i klęka u stóp biskupa. Ten, pokonany świętym uporem królowej, narażając się na gniew srogiego monarchy, ofiarowuje Bogu tę błogosławioną ofiarę.

Prefekt: Ależ czy ksiądz profesor broni biskupa, który się sprzeciwia władzy świeckiej i popiera bunt małżonki naczelnika władzy wykonawczej? Do licha! Jeżeli takie są przekonania księdza, wdzięczny będę, jeżeli mi to teraz ksiądz powie.

Ks. Guitrel: Niestety, panie prefekcie, nie jestem świętym, jak błogosławiony Medard, bym w okolicznościach nadzwyczajnych mógł rozpoznawać wolę Boga. Dziś, na szczęście, już ściśle oznaczono reguły, wedle których winien postępować biskup w stosunku do władzy świeckiej. I pan prefekt zechce pamiętać, mówiąc o mnie ze swymi przyjaciółmi w ministerstwie w sprawie biskupstwa w Tourcoing, że w zupełności uznaję wszystkie zobowiązania wynikające z konkordatu. Ale po co łączyć moją skromną osobę z wielkimi zdarzeniami dziejów? Święta Radegonda przywdziawszy welon zakonny założyła klasztor Świętego Krzyża w Poitiers, w którym przeżyła przeszło lat pięćdziesiąt w najostrzejszym ascetyzmie. Zachowywała posty i umartwienia z taką dokładnością...

Prefekt: Te opowiadania niech ksiądz profesor zachowa dla swoich seminarzystów. Nie wierzy ksiądz, że święta Radegonda rozmawia z panną Deniseau! Winszuję. Pragnąłbym, by wszyscy księża w departamencie byli równie rozumni. Ale wystarcza, że ta histeryczka — bo przecież to histeryczka — napada na rząd, a już proboszczowie tłumnie schodzą się, słuchają jej z rozdziawionymi ustami i oklaskują te bezeceństwa.

Ks. Guitrel: Księża zachowują postawę wyczekującą, panie prefekcie, postawę wyczekującą. Kościół uczy ich, że należy zachować niezmierną ostrożność wobec zdarzeń mających pozory cudu. I zaręczam panu, że, co do mnie, zgoła nie dowierzam wszelkim cudownym nowinkom.

Prefekt: Mówiąc tak między nami, szanowny ksiądz profesor chyba nie wierzy w cuda?

Ks. Guitrel: Istotnie, niełatwo skłonny jestem wierzyć w cuda nie stwierdzone w sposób należyty.

Prefekt: Jesteśmy sami. Przyzna więc ksiądz, że nie ma cudów, nigdy ich nie było i być nie mogło.

Ks. Guitrel: Przeciwnie, panie prefekcie, cud jest możliwy, daje się poznać, jest potrzebny dla potwierdzenia wiary, a użyteczność cudów okazała się dobitnie w nawracaniu narodów.