Mała nie odpowiada nic. Czy zdaje sobie już sprawę, że na pewien rodzaj głupstw najmądrzej jest nie odpowiadać? Zresztą, co ma powiedzieć? Po tym niedorzecznym pytaniu to nie Julcia, ale wolnomularz rumieni się — lekkie zmieszanie, tajony skutek niewłaściwości, przelotne zawstydzenie, które wujek skryje, składając na niewinnym czole siostrzenicy zbożny pocałunek — niby przeprosiny.
— Czemu udajesz złego, wujku Antymie?
Mała nie myli się: w gruncie ten bezbożny uczony jest człowiekiem tkliwego serca.
Zatem czemu ten zawzięty opór?
W tej chwili Adela otwiera drzwi:
— Pani prosi panienkę.
Widocznie Małgorzata de Baraglioul boi się wpływu szwagra i nie ma ochoty zostawić z nim córki dłużej. Antym odważy się wypomnieć jej to półgłosem nieco później, podczas gdy rodzina idzie do stołu. Ale Małgorzata podnosi na Antyma swoje oko, jeszcze lekko zaognione.
— Bać się ciebie? Ależ, mój drogi, Julcia nawróciłaby tuzin takich jak ty, zanimby twoje drwiny wywarły na jej duszyczkę najlżejszy skutek. Nie, nie, my w naszej rodzinie jesteśmy silniejsze, niż myślisz. Ale, bądź co bądź, pamiętaj, że to dziecko... Wie, na co może się ważyć bluźnierstwo w epoce tak zepsutej i w kraju tak haniebnie rządzonym jak nasz. Ale smutne jest, że pierwszych przyczyn zgorszenia dostarczasz ty, jej wuj, dla którego szacunek chcielibyśmy jej wdrożyć.
IV
Czy te słowa, tak umiarkowane, tak rozsądne, zdołają uspokoić Antyma?