Tak, przez dwa pierwsze dania (zresztą obiad dobry, ale skromny, ma tylko trzy dania), podczas gdy rozmowa będzie się kręciła dokoła obojętnych tematów. Przez wzgląd na oko Małgorzaty będzie się mówiło zrazu o okulistyce (państwo Baraglioul udają, iż nie widzą, że guz Antyma urósł), potem o kuchni włoskiej — przez grzeczność dla Weroniki, z aluzjami do zalet jej obiadu. Potem wujaszek Antym spyta o państwa Fleurissoire, których Baraglioulowie odwiedzili niedawno w Pau, i o hrabinę de Saint-Prix, siostrę Juliusa, która ma letnią posiadłość w okolicy; o Genowefę wreszcie, uroczą starszą córkę Baraglioulów. Byliby ją chętnie wzięli ze sobą do Rzymu, ale za nic nie chciała się wydalić z dziecinnego szpitala przy ulicy de Sèvres40, dokąd co rano śpieszy opatrywać małych biedaków. Potem Julius poruszył ważną sprawę wywłaszczenia posiadłości Antyma: chodziło o tereny, które Antym kupił w Egipcie podczas pierwszej podróży, jaką odbył za młodu do tego kraju. Tereny te, licho położone, nie miały dotąd wielkiej wartości, ale od niedawna była mowa o tym, że nowa linia kolei z Kairu do Heliopolis41 ma je przecinać. Z pewnością sakiewka państwa Armand-Dubois, nadwątlona ryzykownymi spekulacjami, bardzo potrzebuje takiej gratki; jednakże Julius przed swoim wyjazdem miał sposobność rozmawiać z panem Maniton, inżynierem-ekspertem mającym poruczone wystudiowanie tej linii; otóż radzi szwagrowi, aby się zbyt różowo nie patrzył na sprawę: mógłby się grubo zawieść. Ale czego Antym nie mówi, to tego, iż rzecz znajduje się w rękach Loży, która nigdy nie opuszcza swoich.
Antym zagaduje z kolei Juliusa o jego kandydaturę do Akademii, o jego widoki: mówi o tym z uśmiechem, bo nie bardzo w to wierzy; a sam Julius udaje spokojną i jakby zrezygnowaną obojętność. Na co mu opowiadać, że jego siostra, hrabina de Saint-Prix, ma w ręku kardynała André i tym samym piętnastu nieśmiertelnych, którzy zawsze głosują za nim? Antym ryzykuje bardzo lekki komplement pod adresem ostatniej powieści Baraglioula: Dech wyżyn. Faktem jest, że książka wydała mu się okropna, a Julius, który nie łudzi się co do szwagra, powiada czym prędzej, aby zabezpieczyć swoją miłość własną:
— Przypuszczałem, że taka książka nie będzie ci się mogła podobać.
Antym zgodziłby się wreszcie usprawiedliwić książkę, ale ta aluzja do jego przekonań drażni go; zarzeka się, że przekonania nie mają żadnego wpływu na jego sądy o dziełach sztuki w ogólności, a o książkach szwagra w szczególności. Julius uśmiecha się z uprzejmą zgodnością i aby zmienić temat, pyta szwagra o jego reumatyzm, który nazywa przez omyłkę lumbago42. Ha! Czemuż Julius nie pyta raczej o jego naukowe badania? Umiałby mu odpowiedzieć. Lumbago! Czemuż nie o jego guz? Ale o jego badaniach naukowych widocznie szwagier nic nie wie, woli nie wiedzieć... Antym, już podniecony i odczuwający w tej chwili boleśnie swoje „lumbago”, śmieje się gorzko i odpowiada zaczepnie:
— Czy mam się lepiej?... Cha! cha! cha! To by cię diablo zmartwiło!
Julius dziwi się i prosi szwagra, aby mu wytłumaczył, na jakiej zasadzie przypisuje mu tak mało chrześcijańskie uczucia.
— Na honor! Wy także umiecie wzywać lekarza, kiedy ktoś z rodziny zachoruje, ale kiedy chory wyzdrowieje, medycyna nie liczy się już za nic, to skutek modłów, któreście słali do nieba, podczas gdy lekarz was leczył. I gdyby tak wyzdrowiał człowiek, który nie odbywa wielkanocnej spowiedzi, uważalibyście to za wielkie zuchwalstwo!
— Wolisz raczej być chorym niż modlić się? — rzekła poważnie Małgorzata.
Czegóż ona się miesza? Zazwyczaj nie bierze udziału w ogólnych rozmowach i usuwa się na dalszy plan, skoro Julius otworzy usta. Rozmawiają między mężczyznami; do czarta ceremonie! Antym zwraca się nagle do szwagierki:
— Moja kochasiu, wiedz, że gdyby uleczenie było tu, tu, słyszysz mnie — i pokazuje wytrwale solniczkę — tuż obok, ale gdybym miał, po to, aby je uzyskać, błagać Pryncypała43 (w ten sposób pozwala sobie w dniach przekory nazywać Najwyższą Istotę) albo prosić go o interwencję, o to, żeby zburzył dla mnie ustalony porządek, wielki porządek skutków i przyczyn, porządek czcigodny, otóż wiedz, że nie chciałbym tego uleczenia; powiedziałbym Pryncypałowi: „Zostaw mnie ze swoim cudem; nie chcę cudu”.