— Gubicie mnie — powiedział Antym.

— Nie, synu, przeciwnie — odpowiadał ojciec Anzelm — przynosimy ci zbawienie. Co się tyczy potrzeb materialnych, nie troszcz się o nic; Kościół pomyśli o tobie. Długom rozmawiał o tym z kardynałem Pazzi, który ma się odnieść do Rampolli51; mamż ci wreszcie powiedzieć, że twoje nawrócenie nie jest już tajne Ojcu Świętemu? Kościół potrafi ocenić to, co dla niego poświęcasz, i nie pragnie, abyś był poszkodowany. Zresztą, czy nie sądzisz, że może przeceniasz wpływy (uśmiechnął się) masonerii w danej okoliczności? Oczywiście, wiem, że zbyt często trzeba się z nimi liczyć!... Słowem, czyś oszacował to, czego, wedle twoich obaw, wrogość ich mogłaby cię pozbawić? Powiedz nam w przybliżeniu sumę i... (tu z dobrotliwą chytrością podniósł wskazujący palec lewej ręki do wysokości nosa) i nie lękaj się o nic.

W dziesięć dni po uroczystościach jubileuszu nawrócenie się Antyma spełniło się z nadzwyczajną pompą w kościele Gesù52. Nie będę opowiadał tej ceremonii, którą zajmowały się wszystkie włoskie dzienniki danej epoki. Ojciec T., socjusz53 generała jezuitów54, wygłosił przy tej sposobności jedno ze swoich najwspanialszych kazań: z pewnością dusza wolnomularza musiała być udręczona aż do szaleństwa i sam nadmiar jej nienawiści był zwiastowaniem miłości. Świątobliwy mówca przypomniał Saula z Tarsu55, odkrył zdumiewające analogie między obrazoburczym gestem Antyma a ukamienowaniem świętego Szczepana56. I podczas gdy wymowa wielebnego ojca wzmagała się i toczyła przez nawę, tak jak się toczą w dźwięcznej grocie skłębione bałwany morza, Antym myślał o wątłym głosiku siostrzenicy i w tajni swego serca dziękował dziecku, że ściągnęło na grzechy bezbożnego wuja miłosierną uwagę Tej, której chciał odtąd wyłącznie służyć.

Począwszy od tego dnia, zajęty wyższymi myślami, zaledwie spostrzegł Antym zgiełk, jaki się uczynił około jego nazwiska. Julius de Baraglioul cierpiał za niego i nie bez bicia serca otwierał dzienniki. Na pierwszy entuzjazm gazet prawomyślnych odpowiadały teraz wycia organów liberalnych; do poważnego artykułu „Osservatore”: Nowe zwycięstwo Kościoła, stanowiła pendant57 diatryba58 w „Tempo Felice” — Jeden głupiec więcej. Wreszcie, w „Dépêche de Toulouse”59 artykuł Antyma, posłany na dwa dni przed jego uleczeniem, ukazał się poprzedzony drwiącą notatką. Julius odpowiedział w imieniu szwagra listem, zarazem godnym i suchym, zawiadamiającym „Dépêche”, aby już nie liczyła nawróconego do rzędu swoich współpracowników. „Zukunft”60 uprzedziła wypadki i sama podziękowała grzecznie Antymowi. Ten przyjmował ciosy z ową pogodną twarzą, jaka zwiastuje duszę naprawdę pobożną.

— Szczęściem, „Correspondant” będzie ci stał otworem, za to ręczę — rzekł Julius świszczącym głosem.

— Ależ, mój drogi, cóż ty chcesz, żebym ja tam pisał? — odparł dobrodusznie Antym. — Nic z tego, co mnie zajmowało wczoraj, nie interesuje mnie już dziś.

Zapadło milczenie. Julius musiał wracać do Paryża.

Tymczasem Antym, naglony przez ojca Anzelma, posłusznie opuścił Rzym. Jego ruina materialna rychło nastąpiła wraz z cofnięciem poparcia Lóż; że zaś wizyty, do których nakłaniała go Weronika ufna w poparcie Kościoła, miały tylko ten skutek, że znużyły i w końcu źle nastroiły wysoki kler, poradzono Antymowi po przyjacielsku, aby się udał do Mediolanu i tam czekał przyrzeczonego zadośćuczynienia oraz materialnej oprawy dla łaski niebios.

Księga druga. Julius de Baraglioul

I