Nie staraj się widzieć ze mną w tej chwili; jestem w bardzo nietowarzyskim humorze. Te informacje możesz mi przekazać w kilku słowach. Jeśli mi przyjdzie chęć porozmawiania lub jeśli będę się czuł bliski wielkiej podróży, zawiadomię cię.
Ściskam cię
Justus Agenor de Baraglioul
P.S. Nie zdradź się, że przychodzisz z mego polecenia; młody człowiek nie wie o mnie i powinien nie wiedzieć nadal.
Lafcadio Wluiki ma obecnie dziewiętnaście lat. Poddany rumuński. Sierota.
Przejrzałem twoją ostatnią książkę. Jeżeli po niej nie dostaniesz się do Akademii, nie ma dla ciebie usprawiedliwienia, żeś wypisał te brednie.
Nie da się zaprzeczyć: ostatnia książka Juliusa miała złą prasę. Mimo że zmęczony, powieściopisarz przejrzał wycinki z dzienników, gdzie wymieniano jego nazwisko bez życzliwości. Potem otworzył okno i odetchnął mglistym powietrzem nocy. Okna gabinetu Juliusa wychodziły na ogrody ambasady, zbiorniki oczyszczającego cienia, gdzie oczy i duch myły się z plugastwa świata i ulicy. Słuchał przez parę chwil czystego śpiewu niewidzialnego kosa. Następnie wszedł do pokoju, gdzie Małgorzata już spała.
Ponieważ bał się bezsenności, wziął z komody karafkę pomarańczowego kwiatu, który często pijał na noc. Pełen względów uprzejmego małżonka, ostrożnie postawił na ziemi lampkę nocną z przykręconym knotem; ale lekki dźwięk kryształu, kiedy wypiwszy, odstawił szklankę, dosięgnął pogrążoną we śnie Małgorzatę, która wydając zwierzęce westchnienie, obróciła się do ściany. Julius szczęśliwy, iż może ją uważać za rozbudzoną, zbliżył się do niej i rozbierając się, rzekł:
— Chcesz wiedzieć, jak ojciec się wyraża o mojej ostatniej książce?
— Ależ, mój drogi, twój ojciec nie ma najmniejszego zmysłu literackiego, sto razy mówiłeś mi to — szepnęła Małgorzata, która chciała tylko spać.