Przykro mi, że właśnie ty, ojcze, wątpisz o bezinteresowności...
Nie. Raczej:
Czy sądzisz, że ja niżej cenię swoją rzetelność pisarską niż...
Zdanie nie kleiło się. Julius był w nocnym stroju; uczuł chłód, zmiął papier, wziął szklankę do płukania zębów i poszedł ją postawić w gotowalni, rzucając równocześnie papier do wiadra.
W chwili gdy miał się położyć do łóżka, dotknął ramienia żony:
— A ty co myślisz o mojej książce?
Małgorzata otworzyła martwe oko. Julius musiał powtórzyć pytanie. Na wpół odwracając się, Małgorzata patrzała na niego. Z brwiami podniesionymi pod siecią zmarszczek, z zaciśniętymi wargami, Julius budził litość.
— Ale co tobie jest, Juliusie? Jak to, w istocie myślisz, że twoja ostatnia książka jest mniej dobra od innych?
To nie była odpowiedź; Małgorzata wymigiwała się.
— Myślę, że inne nie są lepsze od tej: tak myślę.