Kiedy Julius mijał znów korytarz, z pokoju, sąsiadującego z pokojem w głębi, wyszła kobieta. Julius wpadł na nią i przeprosił ją.
— Pan szuka...
— Pan Wluiki, to tutaj?
— Wyszedł.
— A! — rzekł Julius z tak żywym akcentem zawodu, że kobieta spytała:
— To pilne, co mu pan ma do powiedzenia?
Julius, uzbrojony wyłącznie na starcie z nieznajomym Lafcadiem, stał zbity z tropu; a przecież sposobność była piękna, ta kobieta wie może niejedno o tym człowieku; gdyby ją umiał pociągnąć za język...
— Chciałbym go prosić o pewne wyjaśnienia.
— Od kogo?
„Czyżby mnie brała za kogoś z policji?” — pomyślał Julius.