Zasłonił czoło ręką, podczas gdy ojciec Avril opuszczał salon, po czym podnosząc głowę, rzekł:
— Prosić.
Lafcadio wszedł do salonu z podniesionym czołem, z męską pewnością siebie; zbliżywszy się do starca, skłonił mu się poważnie. Ponieważ przyrzekł sobie, że nie odezwie się, zanim nie doliczy do dwunastu, hrabia rozpoczął pierwszy:
— Przede wszystkim niech pan wie, że nie ma Lafcadia de Baraglioul — rzekł, drąc bilet — i zechce pan uprzedzić pana Lafcadia Wluiki, skoro należy do pańskich przyjaciół, że jeżeli się odważy bawić w takie bileciki, jeżeli nie podrze wszystkich, tak jak to robię z tym jednym (podarł bilet w drobniutkie kawałki i rzucił je do pustej filiżanki), uprzedzę o tym natychmiast policję i każę go aresztować jak zwykłego oszusta. Zrozumiał mnie pan?... A teraz niech pan stanie tu, do światła, niech się panu przyjrzę.
— Lafcadio Wluiki będzie panu posłuszny. (Głos Lafcadia, pełen szacunku, drżał nieco). Niech mu pan daruje sposób, jaki obrał, aby się dostać do pana; w duszy jego nie postała żadna nieuczciwa myśl. Pragnąłby pana przekonać, że zasługuje... co najmniej na pański szacunek.
— Jest pan dobrze zbudowany. Ale to ubranie nieszczególnie na panu leży — rzekł hrabia, który nie chciał nic słyszeć.
— Zatem nie pomyliłem się — rzekł, ryzykując uśmiech, Lafcadio, który poddawał się powolnie egzaminowi.
— Bogu dzięki, podobny jest do matki — szepnął stary Baraglioul.
Lafcadio odczekał chwilę, po czym rzekł cichym głosem, patrząc bystro na hrabiego:
— O ile tego nie będę zbytnio okazywał, czy mi jest zupełnie wzbronione być także podobnym do...