— Mówiłem o stronie fizycznej. Gdybyś nawet wdał się nie tylko w matkę, Bóg nie zostawi mi czasu na przekonanie się o tym.
W tej chwili szary pled zsunął się z kolan hrabiego na ziemię.
Kiedy Lafcadio schylił się żywo, aby podnieść pled, uczuł rękę starca ciążącą łagodnie na jego ramieniu.
— Lafcadio Wluiki — podjął Justus Agenor, skoro chłopiec się wyprostował — moje chwile są policzone, nie będę się z tobą mocował, to by mnie zmęczyło. Przyznaję, że nie jesteś głupi; cieszę się, że nie jesteś brzydki. To, na coś się odważył, świadczy o dawce zuchwalstwa, z którym dosyć ci jest do twarzy; zrazu obawiałem się, że to trąci bezczelnością, ale twój głos, twoje zachowanie uspokoiły mnie. Co do reszty, prosiłem syna mego Juliusa, aby mnie poinformował; ale widzę, że mnie to niezbyt interesuje i mniej znaczy dla mnie niż to, że cię ujrzałem. A teraz, Lafcadio, słuchaj mnie: żaden akt cywilny, żaden dokument nie świadczy o twojej tożsamości. Powziąłem kroki, aby ci nie zostawić żadnych szans rewindykacji. Nie, nie zapewniaj mnie o swoich uczuciach, to zbyteczne, nie przerywaj mi. Twoje dotychczasowe milczenie jest mi rękojmią, iż twoja matka umiała dotrzymać obietnicy, żeby ci nie mówić o mnie. To dobrze. Zgodnie z zobowiązaniem, jakie przyjąłem wobec niej, doświadczysz mojej wdzięczności. Za pośrednictwem syna mego Juliusa, mimo trudności prawnych, przekażę ci tę część spadku, do której zobowiązałem się wobec twojej matki. Znaczy to, że wyróżnię mego syna w stosunku do mego drugiego dziecka, do hrabiny Guy de Saint-Prix, w granicach dozwolonych prawem i właśnie o tę sumę, którą chciałem ci zostawić za pośrednictwem Juliusa. Będzie to wynosiło, sądzę... powiedzmy, czterdzieści tysięcy renty96; muszę zobaczyć się z rejentem97 i zbadać cyfry... Usiądź, jeżeli tak będzie ci lepiej mnie słuchać. (Lafcadio oparł się o brzeg stołu). Julius może się sprzeciwić temu wszystkiemu; ma prawo za sobą; liczę na jego uczciwość, że tego nie uczyni; liczę na twoją, że nigdy nie zakłócisz spokoju rodziny Juliusa, tak jak twoja matka nigdy nie zakłóciła mojego spokoju. Dla Juliusa i jego bliskich istnieje tylko Lafcadio Wluiki. Nie chcę, żebyś nosił po mnie żałobę. Moje dziecko, rodzina to jest rzecz wielka i zamknięta: zawsze będziesz tylko bękartem.
Lafcadio nie usiadł mimo zachęty ojca, który spostrzegł, że się chwieje; opanowawszy zawrót głowy, oparł się o stół, na którym znajdowała się filiżanka i maszynka spirytusowa; zachował postawę pełną szacunku.
— Powiedz mi teraz: widziałeś tedy dziś rano syna mego Juliusa. Powiedział ci...
— Nic mi właściwie nie powiedział, zgadłem.
— Ciemięga!... Och, mówię o tamtym!... Czy masz go jeszcze widzieć?
— Proponował mi posadę sekretarza.
— Czyś przyjął?