— Weroniko!
Nadbiegła znowu, gotowa do usług. Wówczas on, stojąc w progu, uroczyście:
— Kto tykał moje szczury?
Żadnej odpowiedzi. Powtarza wolno, akcentując każde słowo, jak gdyby Weronika przestała dobrze rozumieć po francusku:
— Podczas gdy mnie nie było, ktoś dał im jeść. Czy to ty?
Wówczas ona, odzyskując nieco śmiałości, zwraca się ku niemu prawie zaczepna.
— Głodziłeś na śmierć te biedne zwierzęta. Nie popsułam twojego doświadczenia; tylko trochę im...
Chwycił żonę za rękaw i utykając, pociągnął ją do stołu, po czym, wskazując na tabele z obserwacjami, rzekł:
— Widzisz te kartki, gdzie od dwóch tygodni notuję swoje obserwacje na tych zwierzętach: na te właśnie kartki czeka mój kolega Potier, aby je odczytać w Akademii na posiedzeniu siedemnastego maja. Dziś, piętnastego kwietnia, co mam dopisać do tych cyfr? Co mam dopisać?
A kiedy ona milczy, on kwadratowym końcem palca, niby sztyletem, uderza w białą kartę.