Po czym zwracając się do Juliusa:

— Czy widziałeś, co to takiego?

— Nie bardzo. Kiedy pociąg stawał i kiedy chciałem zbadać, Małgorzata zaczynała się denerwować...

— Ależ nie mów tego, Juliusie! Byłeś straszliwie niezręczny. Aby mi podnieść powiekę, zacząłeś od tego, że mi wywróciłeś wszystkie rzęsy...

— Czy chcesz, żebym ja spróbował? — rzekł Antym. — Będę może zręczniejszy.

Posługacz wnosił walizy. Karolina zapaliła lampę z reflektorem36.

— Słuchaj, mój drogi, nie podejmiesz przecie tej operacji w korytarzu — rzekła Weronika i poprowadziła Baraglioulów do ich pokoju.

Mieszkanie państwa Armand-Dubois biegło dookoła dziedzińca, na który wychodziły okna korytarza łączącego sień z oranżerią. Na ten korytarz wychodziły znowuż najpierw okna jadalni, potem salonu (ogromny pokój narożny, licho umeblowany, którego Antymowie prawie nie używali), wreszcie dwóch pokojów gościnnych, z których pierwszy przygotowano dla państwa Baraglioul, drugi, mniejszy, dla Julii, obok ostatniego pokoju służącego za sypialnię państwu Armand-Dubois. Wszystkie te pokoje komunikowały się ze sobą. Kuchnia i dwa pokoiki dla służby były z drugiej strony sieni.

— Proszę was, nie stójcie wszyscy koło mnie — jęczała Małgorzata. — Juliusie, zajmij się rzeczami.

Weronika posadziła siostrę w fotelu i trzymała lampę, podczas gdy Antym badał.