— Masz słuszność, to naturalniej.
To mówiąc, schylił się, otworzył tajemne drzwiczki ukryte w tapecie i tak niskie, że łóżko zasłaniało je całkowicie. W chwili gdy przechodził przez drzwi, Karola chwyciła go za ramię.
— Słuchaj — rzekła z odcieniem powagi — ja nie chcę, żebyś jemu zrobił co złego.
— Przecież ci mówię, że się przebieram za księdza.
Skoro znikł, Karola wstała i zaczęła się ubierać.
Nie bardzo wiem, co myśleć o Karoli Venitequa. Ten okrzyk, który wydała, każe mi przypuszczać, że jej serce nie było jeszcze zbyt skażone. Czasami w samym łonie ohydy zjawiają się nagle osobliwe delikatności uczuć, tak jak błękitny kwiat wyrasta na kupie gnoju. Bezwzględnie posłuszna i oddana, Karola, jak wiele innych kobiet, potrzebowała kierownika. Porzucona przez Lafcadia, puściła się natychmiast w poszukiwanie pierwszego kochanka, Protosa — na złość, z żalu, przez zemstę. Poznała na nowo ciężkie godziny, bo Protos, ledwie ją odnalazł, znów uczynił z niej swoją rzecz. Protos lubił panować.
Inny człowiek niż Protos byłby mógł podnieść, uratować tę kobietę. Ale przede wszystkim trzeba by tego chcieć. Można by rzec przeciwnie, że Protos silił się ją spodlić. Widzieliśmy, jakich haniebnych usług żądał od niej ten bandyta; zdawało się po prawdzie, że dziewczyna poddaje się bez zbytniego oporu; ale kiedy dusza się buntuje przeciw nikczemności swego losu, często pierwsze jej drgnienia pozostają niepostrzeżone dla niej samej, dopiero w blasku miłości ujawnia się tajemny bunt. Czy Karola zakochała się w Amedeuszu? Byłoby lekkomyślnie twierdzić to; ale ta czystość przemówiła do jej zepsucia i krzyk, który przytoczyłem, niewątpliwie trysnął z serca.
Protos wrócił. Nie zmienił stroju. Trzymał w ręku pakiet ubrań, który położył na krześle.
— I co? — rzekła.
— Zastanowiłem się. Muszę najpierw przejść na pocztę i przejrzeć jego listy. Przebiorę się dopiero w południe. Daj mi lusterko.