Zbliżył się do okna i pochylony nad swoim odbiciem przyprawił sobie parę kasztanowych wąsów, przyciętych nad wargą i ledwie trochę jaśniejszych niż jego włosy.
— Zawołaj Battistina.
Karola ubierała się. Pociągnęła sznurek koło drzwi.
— Mówiłem ci już, że nie chcę widzieć u ciebie tych spinek. To zwraca uwagę.
— Wiesz przecie, kto mi je dał.
— Właśnie.
— Jesteś zazdrosny, ty?
— Głupiaś!
W tej chwili Battistino zapukał i wszedł.
— Masz! Staraj się wspiąć o szczebel wyżej na drabinie społecznej — rzekł Protos, pokazując na krześle marynarkę, kołnierzyk i krawat, które przyniósł z przyległego pokoju. — Będziesz towarzyszył twemu klientowi na miasto. Zabiorę ci go dopiero wieczorem. Do tego czasu nie trać go z oka.